Forum Vampire Diaries & The Originals

Lokalizacja: Forum > Opowiadania > feather
4 styczeń 2018 o 12:47:55 - (946 dni temu)
kalijah5
Pierwotny



Posty: 24
Dołączył(a): 4 gru 2016
Litry krwi: 60

Białe piórko
[1] S t a r t





Mystic Fall z pozoru to spokojne miasto. Żyjący w nim ludzie żyją z świadomością, że w tym miasteczku nic im nie grozi. Natomiast grupa przyjaciół stojących na straży spokoju, walczy z istotami chcącymi zakłócić panujący spokój.

Tajemnicza aura otaczająca miejscowy cmentarz stała się kryjówką, kolejnej istoty która ponownie postanowiła zakłócić życie Eleny Stefana, oraz Damona.

Minęło zbyt wiele lat, podczas których była zmuszona do życia w ukryciu. Pozbawiona władzy, teraz wraca ze zdwojoną siłą. Była zadowolona z braku dyspozycji wiedźmy pomagającej Salvatore, oraz pozostałym. Póki co wszystko układało się jak najlepiej. Może czas grał na jej korzyść?

Bynajmniej póki co było jeszcze za wcześnie, aby wyjść z cienia którym była dla niej Elena Gilbert.

***

Rebekah Mikaelson, królowa Nowego Orleanu. - pomyślała blondynka.

Gdyby nie Niklaus, mogłaby z dumą nosić ten tytuł. Nic nie zapowiadało, aby w najbliższym czasie jej starszy brat ustąpił jej naleganiom. Od czasu, kiedy powróciła razem z bratem do Orleanu, rozpoczął się prawdziwy koszmar, który trwał już rok. Zbyt długo, tylko gdyby była tak odważna jak Elijah, już dawno poszła by w jego ślad i opuściła by miasto. Wtedy mogłaby spróbować wreszcie dojść do ugody z Marcelem. Podczas pierwszego spotkania, doszła do wniosku, że mijające lata nie zmieniły jej uczuć wobec niego. Nawet kilkukrotnie próbowali wspólnie uciec Klausowi, co poszło na marne. Jednak zawsze było warto próbować. W końcu czy jej życie to nie jedna wielka próba?

Z rozmyślań wyrwał ją płacz Hope. Spojrzała na małą dziewczynkę, która patrzyła zapłakana na leżący przed nią półmisek. Po chwili poderwała się z kanapy, aby podnieść naczynie, które mogło stać się zagrożeniem dla dziecka. Mimo obecności bratanicy, oraz jej płaczu wciąż się zastanawiała nad swoim losem.

A może Davina miała rację?

Magia, którą mogła posiadać jej siostrzenica mogła okazać się zgubieniem dla Klausa. Kiedy uspokoiła Hope sięgnęła po komórkę z nadzieją, że Klaus, lub Elijah dał znak. Wyjazd Klausa z dwudniowego zmienił się w pięciodniowy, co stało się jeszcze bardziej podejrzane. Jednak Rebekah nie miała tu zbyt wiele do powiedzenia. Po prostu została zmuszona. Ale tak było lepiej dla niej. Z resztą sami przekonacie się, że to prawda.







I don't believe in love Katerina
4 styczeń 2018 o 12:48:32 - (946 dni temu)
kalijah5
Pierwotny



Posty: 24
Dołączył(a): 4 gru 2016
Litry krwi: 60

Białe piórko
[2] Message



Przyjazd do do Manosque okazał się najlepszym wyjściem. Było to miejsce,w którym nareszcie mógł odetchnąć. Od czasu, kiedy tu się pojawił uznał, że Nowy Orlean był niczym w porównaniu z tym wyjątkowym miejscem. Kolejną zaletą tego wyboru była możliwość wyleczenia swoich ran, oraz zapomnienie o nietrafnych uczuciach żywionych wobec wilczycy. Ostatnie dni spędzone w rodzinnym mieście utwierdziły go tylko w tym przekonaniu.

Przebywając tu, pozwolił sobie na powrót do przeszłości, Nie ryzykował tym czynem wiele, z braku hybrydy która z pewnością popadła by w szał.

Poza tym nie było tu nikogo kto by go znał, dzięki czemu nie musiał się obawiać o swoje sekrety. Ku jego zaskoczeniu, dotychczas nikt z jego rodziny nie przybył tu. Minęło pół roku odkąd opuścił dom tym samym zerwał kontakt z rodzeństwem, które najwidoczniej jeszcze się nie pozabijało. To działało na jego korzyść i tak powinno zostać.

Przyjeżdżając tu, wciąż prześladowała go myśl o tym, że coś na niego tu czeka. Nie miał pojęcia co to mogło być. Jednak ta myśl, sprawiła że jeszcze bardziej go tu ciągnęło. Ludzie zamieszkujący to miasteczko różnili się od tych, którzy mieszkali w Nowym Orleanie. Ich otwartość szczerość oraz akceptacja; lecz to nie było to.

Podczas tego czasu poznał większą część ludzi,w tym ród czarownic Manor, które przeniosły się tu lata temu.

Podziwiając mieniące się nocne niebo, pierwotny siedział na werandzie. Spędzając w ten sposób ostatnie wieczory, dziś nie potrafił skupić się na swoim zajęciu. Wpatrując się w pojawiające gwiazdy, myślami był zupełnie gdzie indziej. Jego myśli błądziły, wokół tajemniczej pięknej brunetki, która nawiedzała go w snach.

Z każdą chwilą, będąc coraz bliżej rozwikłania zagadki dotyczącej, tożsamości postaci,ta dawała mu jasno do zrozumienia; że za każdym razem oddalał się od celu.

Słysząc skrzypienie bramy prowadzącej do ogrodu, Elijah zadrżał. Próbując usłyszeć coś więcej wstrzymał oddech, tak jakby miało to mu w jakiś sposób pomóc.

Dopiero po kilku wstał z fotela i udał się w stronę skąd dochodziły odgłosy. Kuchni jego rozczarowaniu nie zobaczył tam nikogo. Najwidoczniej było to tylko złudzenie, kiedy miał już odchodzić w stronę domu, utkwił wzrok w tajemniczej białej kopercie. Po podniesieniu jej udał się do domu, mimo zmęczenia, które dawało mu się we znaki, wciąż czuł silną potrzebę otworzenia koperty.

A jeśli był to list od Rebekah, która nie daje sobie rady z Niklausem?

Nawet ta myśl nie sprawiła, że pokusa nie osłabła. Znajdując się w dużym przestronnym salonie z widokiem na rozciągające się pola lawendy. Podchodząc w stronę okien powoli otworzył papierową powłokę, tak jakby obawiał się tego co za chwile zobaczy.

Nie było to nic, co by go przeraziło. Ot zwykła biała zapisana karta papieru. Więc w czym tkwił problem?



Tysiące lat, każdy dzień i noc...Nękany koszmarami, wiele nieprzespanych nocy. Usiłujesz odgadnąć, kim jestem jednak za każdym razem mylisz mnie z kimś innym. Nie musisz się śpieszyć, mamy czas. To czego najbardziej się boisz, już wkrótce udowodni Ci to, że powinieneś zacząć myśleć o sobie. Obiecuję, że już wkrótce się spotkamy.



Dostrzegając, że to był koniec mężczyzna westchnął ciężko siadając na podłodze, przy tym opierając czoło o chłodną szybę. Nie miał pojęcia, kim mogła być ta osoba ani co miała na myśli. Gdyby nie późna pora udałby się do jednej z okolicznych wiedźm i poprosiłby o pomoc, co może nieco rozjaśniło by tą całą sytuacje.











I don't believe in love Katerina
4 styczeń 2018 o 12:49:06 - (946 dni temu)
kalijah5
Pierwotny



Posty: 24
Dołączył(a): 4 gru 2016
Litry krwi: 60

Białe piórko
[3] Run




*KILKA DNI PÓŹNIEJ*

Odkąd opuściła las minęły trzy dobre tygodnie. Nareszcie udało się jej poznać ten nowy świat, a to wszystko dzięki kobiecie której z początku nawet nie chciała ufać. Teraz po tych kilku tygodniach pragnęła pomóc jej w jakiś sposób. Korzystając pięknej pogody udała się do przeogromnych ogrodów rozciągających się za posiadłością czarownicy. Widziała tu kilku ludzi, którzy pielęgnowali kwiaty, więc czemu i ona ma sobie nie dać z tym rady?


Podeszła do pięknych czerwonych róż, które podziwiała jeszcze przez chwilę. Mogła rzec, że w życiu nie widziała piękniejszego kwiatu. Opuszkami palców, przesunęła po miękkich czerwonych płatkach. Szybko otrząsnęła się z zachwytu przypominając sobie po co tak naprawdę tu przyszła. Tak jak myślała praca w ogrodzie nie była aż tak trudna, mimo ilości tych wszystkich roślin, których nawet nie znała czuła, że znalazła swoje hobby. Czas spędzony na zewnątrz minął jej bardzo szybko, nawet nie dostrzegła że zbliżał się już wieczór. Wstając z trawnika rozejrzała się dookoła, uśmiechnęła się do przechodzącego nieopodal mężczyzny, który odpowiedział jej tym samym. Nie pomyślałaby że ludzie nadal potrafią być tak mili. Wracając do rezydencji ponownie tego dnia podeszła do tego samego krzaku róż, przez cały czas myślała o aksamitnych płatkach. Od zawsze uwielbiała naturę, a w tym przypadku brunetka nie mogła się oprzeć wizualnemu pięknu tej rośliny. Chcąc zabrać jeden kwiat ze sobą, zapomniała o kolcach próbując zerwać roślinę poczuła nieprzyjemne ukłucie. W tej samej chwili zrozumiała, że nie jest sama. Ktoś za nią stał. A co jeśli Charlotte się rosłości? Kiedy chciała się odwrócić w stronę tajemniczej osoby, ta powstrzymała ją. Męska silna dłoń złapała jej pokaleczoną rękę zamykając ją w silnym uścisku.


-Nie powinnaś była tego robić. - powiedział aksamitnym głosem.

Mogłaby rzec, że skądś znała ten głos. Stojąc tyłem do mężczyzny, próbowała się wyszarpać z jego objęć. Podobne okoliczności napawały kobietę strachem, już raz przechodziła przez to, nie chciała ponownie tracić swojego życia. Wampiry, czarownice na pewno nadal istniały. Za wszelką cenę nie chciała myśleć, że Charlotte jest tą złą wiedźmą, która zechce ją wykorzystać tak jak to zrobiła Esther. Tajemniczy mężczyzna puścił , dzięki czemu mogła się przyjrzeć jego twarzy. Ciemnobrązowe oczy, oraz szlachetne rysy twarzy utwierdziły ją w kwestii jego tożsamości. Zapomniała o pięknych kwiatach i krwi, musiała stąd uciec. Cofnęła się mając nadzieję, że jej ustąpi jednak i tu się mocno pomyliła. Stał w tym samym miejscu. Bestia! Było to jedyne słowo, które ciągle słyszała.

-Wciąż nie wierzę w to niespodziewane...- odrzekł pierwotny.

Nie doczekał się żadnej odpowiedzi, rzuciła się do ucieczki biegnąc w stronę posiadłości. Niespodziewane? Skąd miała pewność, że nie wiedział o tym od samego początku. Musiała to wyjaśnić. Nie mogła tu zostać, skoro Mikaelson wiedział gdzie przebywała. Poczucie bezpieczeństwa legło w gruzach, będzie musiała walczyć o przetrwanie. Nie chciała mieć nic wspólnego z tym monstrum, które kazało jej uciekać wiedząc że i tak sobie z tym nie poradzi.
Znajdując się w bogato urządzonym domu, który mogła by nazwać pałacem natychmiast udała się do gabinetu czarownicy licząc, że ją tam zastanie. Blondyna siedziała za masywnym biurkiem przeglądając jakieś papiery.

-Znasz go? -zapytała Charlotte.

-Znam. - odpowiedziała z trudem. -Co on tu robi?

-Przywiódł go do nas twój list. - powiedziała zdenerwowana. - Po co to zrobiłaś? To o niego chodziło? Jego nazwałaś tą bestią, która odebrała Ci życie?


Zbyt wiele pytań. Jaki list? Niczego nie pisała, tym bardziej na pewno nie do Mikaelsona. Próbowała jakoś wyjaśnić to złe czarownicy, jednak ta nie odezwała się do niej ani słowem. Zrozumiała dosyć szybko, że nie powinna zostać tu ani chwili dłużej. Opuściła gabinet, po czym skierowała się w stronę pokoju, w którym wcześniej spała. Spakowała kilka ubrań do podróżnej torby, nie mogła zabrać ze sobą zbyt wiele. Z resztą czy miała prawo brać cokolwiek? I tak została łagodnie potraktowana. Czy mogła liczyć jeszcze na jakąś pomoc ze strony kobiety, która zrobiła już dla niej tyle dobrego?

Miała prosty plan. Poczekała, aż służba odejdzie na spoczynek. Charlotte gdzieś pojechała więc nie będzie miała większych problemów z opuszczeniem domu. Kiedy minęła północ opuściła posiadłość pozostając bez domu. Kilka ubrań, w dodatku które nie były jej stanowiły jej ekwipunek. Będzie musiała jakoś sobie poradzić. Idąc w stronę miasta układała kolejny etap swojego planu, przede wszystkim musi opuścić to miasto . Może jeśli uda się jej trafić do większej miejscowości tam będzie mogła nareszcie odetchnąć? Przy odrobinie szczęścia da radę znaleźć jakąś pracę? Obiecała sobie, że zrobi wszystko za odrobinę wolności i spokoju.



Nie miała pojęcia ile czasu minęło, odkąd uciekła nie pozostawiając żadnego listu, w którym mogła by przeprosić za swoje zachowanie. Była zmęczona, oraz robiło się jej coraz chłodniej. Tracą wszelkie nadzieje, na to że uda się jej nareszcie trafić na kogoś to by opuszczał Manosque zatrzymała się na poboczu. Zamknęła oczy, pozwalając sobie na chwilę słabości bezradna zaniosła się płaczem. Po co ktoś ją tu ściągnął? Miała wszystkiego dosyć. Miała wrażenie, że ten ktoś chciał pokazać jej jak bardzo jest beznadziejna. Kiedy miała już ochotę zawrócić się i oddać na stracenie, ktoś nadjechał. Jasne światło oślepiało ją dłonią przysłoniła zapłakane oczy chcąc się uchronić przed intensywnym światłem.

-Dokąd się wybierasz?-zapytał głos, w którym rozpoznała Pierwotnego.










I don't believe in love Katerina
4 styczeń 2018 o 12:50:45 - (946 dni temu)
kalijah5
Pierwotny



Posty: 24
Dołączył(a): 4 gru 2016
Litry krwi: 60

Białe piórko
[4] Welcome back to Mystic Fall





Była wolna. Będąc królową Piekieł mogła wszystko. Kto by pomyślał, że śmierć sprawi, że narodzi się na nowo? Wracając jeszcze silniejsza. Chciała zobaczyć minę Eleny, która z pewnością byłaby bezcenna. No ale cóż Panna Gilbert nadal była pogrążona w śpiączce. Przebywając w ukryciu obserwowała wszystko zaczynając od obserwacji zranionego Damona, Stefana, który był z Caroline, oraz wiele innych dramatów rozgrywających się w miasteczku. Ale to w był dopiero początek. Miała zamiar zgotować im piekło, jakiego jeszcze nie widzieli. Tym razem nie będzie dla nich ratunku. Była Katherine Pierce jeśli coś postanowi to dotrwa do końca wypełniając swój cel. Ale zanim do niego przystąpi musi jeszcze zapolować. W końcu jak ma zacząć pracę bez dobrego posiłku?






Wieczór okazał się idealną porą na polowanie. Przechadzając się ulicami miasteczka mogła zauważyć, że nie zmieniło się tu zbyt wiele. Jednak szybko przestała o tym myśleć, jej uwagę zwróciły grupy ludzi kierujących się w stronę słynnej posiadłości braci Salvatore. Postanowiła udać się za nimi. Chwyciła za ramię jednego z nastolatków uśmiechając się przyjaźnie. Udawanie Eleny było wręcz konieczne tego wieczoru, przynajmniej wśród mieszkańców Mystic Fall. A co do jej nędznych przyjaciół, nie zamierzała się maskować.

-Elena Gilbert? - zapytał zdziwiony brunet.
- We własnej osobie. - odrzekła próbując wzbudzić w swoim głosie odrobinę uprzejmości.
-Podobno wyjechał...

Nie mogła dłużej tego słuchać. Najwidoczniej był to kolejny adorator jej nędznego sobowtóra. W mgnieniu oka złapała go za szyję znikając z nim. Kiedy znaleźli się poza zasięgiem pozostałych przycisnęła chłopaka do drzewa nie zwracając uwagi na to, że temu zaczyna brakować tlenu.

-Możesz mi się przydać. - stwierdziła. - Jednak nie wiem czy jesteś tego godzien.

Nie chętnie puściła go odwracając się od wysportowanego bruneta. Nie musiała się obawiać jej, że ucieknie. Stojąc tyłem do niego rozkoszowała się jego cierpieniem, oraz trudem który sam sobie zadawał. Podczas gdy ten osunął się o drzewo zaczęła układać sobie plan dotyczący dzisiejszego wieczoru, który miał być wstępem.



-Kim ty jesteś? -wychrypiał w końcu.
-Twoim największym koszmarem. - odpowiedziała nie siląc się nawet na jakiekolwiek tłumaczenia.- Co to za okazja? -zapytała wprost.



Nie doczekała się żadnej odpowiedzi. Więc została zmuszona do podduszenia chłopak, nie żeby było jej go żal czy coś. Wątpiła w obecność werbeny w jego organizmie. Kto w tych czasach wierzył w wampiry? Nawet jeśli Donovan z resztą dbali o bezpieczeństwo to nie mogli ochronić każdego.

- Odpowiesz mi co tam się dzieje. - nakazała używając na nim perswazji. - A później wrócisz do domu i zapomnisz o wszystkim.



Zdawałoby się, że coś poszło nie tak. Jednak zaskoczył ją przyjmując jej rozkaz.

-Damon...-dukał- Zrobił im....imprezę. Podobno chce uczcić czyjś powrót.

Uciszyła go, mocno chwytając go za ramię przyciągnęła do siebie po czym wgryzła się w jego szyję. Nie potrwało to długo pedantycznie oblizała kąciki ust. Była gotowa na tą chwilę. Opuściła las w wampirzym tempie pojawiając się przed okazałym pensjonatem oświetlonym lampionami. Jeśli Damon zrobił to z własnej woli to musiało to być coś ważniejszego. Przekroczyła próg posiadłości bez żadnego problemu. Widząc tłumy bawiących się ludzi uśmiechnęła się mimowolnie to wszystko dopełniała głośna muzyka, oraz alkohol. Mnóstwo ludzi podatnych na hipnozę, część z nich była już pijana. Jeszcze lepiej. Stała tak jeszcze przez dobrą chwilę do czasu kiedy nie usłyszała głosu blondyna.

-Myślałem, że to co mówiła Bonnie to nieprawda. - przyznał Donovan. Kiedy ten zaczął się rozczulać odwróciła się do niego, po raz kolejny tego wieczoru przybierając maskę Eleny Gilbert.-Ale jednak to dzieje się naprawdę.


Wyciągając w jej stronę ręce w myślach Katherine pomyślała o tym jak bardzo jest żałosny. W końcu zmusiła się, aby ją przyjąć przy tym nie okazując swojej niechęci.


-Ale ja w to wierzyłem. - wreszcie skończył zamykając ją w swoich objęciach.

- Co tu się dzieje? -zapytała udając dezorientację.


Dobrze, że ubrała coś podobnego do tego co nosiła Elena. Ciężko było jej to nosić, ale musiała to jakoś przeboleć. Skończy to co miała zrobić i będzie mogła udać tam się gdzie tylko zechce. Poszła za Mattem w stronę kuchni, gdzie przebywał Damon. Na sam widok brunetki wstał z krzesła. Milczeli musiała przeczekać, gdyby tylko zrobiła coś źle wszystko by legło w gruzach zaczeka tylko, aż osiłek sobie pójdzie i wtedy zacznie grę.

Myślała, że to się nigdy nie skończy. Starszy Salvatore nareszcie się otrząsnął podchodząc w stronę wampirzycy, dzięki czemu irytujący człowiek zrozumiał o co chodziło. Będąc sam na sam brunet przytulił ją mocno. Tęskniła za tym, za naiwnym Damonem który ślepo wierzył w miłość. Pozostało jej jedynie odwzajemnić uścisk. Było to dla niej za mało, pragnęła zobaczyć błysk w jego oczach, a następnie czerpać satysfakcję z zawodu, który mu miała sprawić. Dopiero po kilku minutach udało mu się przełamać i pocałować Petrovą. Nareszcie. Odwzajemniła pocałunek smakując tego słodkiego uczucia, które za chwilę miało zniknąć. Pocałunek nie miał końca przynajmniej tak im się zdawało do czasu,do kiedy nie pojawiła się denerwująca blondynka stojąca na czele bandy przyjaciół Eleny.

-Witaj ponownie w Mystc Fall. - szepnął zirytowany Damon.











I don't believe in love Katerina
4 styczeń 2018 o 12:51:15 - (946 dni temu)
kalijah5
Pierwotny



Posty: 24
Dołączył(a): 4 gru 2016
Litry krwi: 60

Białe piórko
[5] Snake chamer


Następne dni spędzone z pierwotnym były dla niej trudne. Próbowała wmówić sobie, że tym razem nic się jej nie stanie. Jednak było to naprawdę trudne. Będąc daleko od czarownic, które zrobiły dla niej tyle dobrego zaczęła się zastanawiać czy dobrze zrobiła uciekając. Łatwiej byłyby chwycić za nóż. Szybko i bezboleśnie odebrać sobie życie nie musząc żyć na czyjejś łasce. Gdyby nie była sobą może i tak by zrobiła. Była Petrovą, która nawet w takiej chwili nie poddawała się, ani nawet nie myślała o posunięciu się do tak drastycznych sposobów. Tłumaczyła sobie to w taki sposób wiele razy. Jednak pokusa była silniejsza, a zapewnienia Mikaelsona zostały zignorowane. Przebywając na jego terenie starała się unikać go, od czasu kiedy zatrzymał się przed nią nie zamieniła z nim ani słowa. Widząc jego zawód pękało jej serce, jednak nie mogła dać się omamić tak jak kiedyś.


Zdążyła już wysłuchać jego historii, która była dla niej mało wiarygodna. Esther była dobrą kobietą, która tylko chciała dobra swoich dzieci. Nie miała pojęcia co mogło się z nią później stać, jednak była pewna że kobieta nie była zadowolona z tego jak potoczyły się dalsze sprawy. Sama na własne oczy miała okazję ujrzeć naturę Niklausa, którego kiedyś tak bardzo kochała. Jednak czy nie była samolubna? Oceniała go w taki sposób, nawet jeśli nie skrzywdził jej. Czy powinna to nadal robić?


Leżąc w swojej sypialni- tymczasowej zacisnęła dłoń na rękojeści noża, który wykradła z kuchni podczas gdy brunet wyszedł na zewnątrz. Usiłowała zburzyć dotychczasowe przekonanie o swojej sile. Zaciskając dłoń coraz mocniej, poczuła że jednak to będzie dla niej najlepsze. Zignorowała łzy, bez chwili namysłu wyciągnęła ostrze przyszłej zbrodni spoglądając na nie ostatni raz. Przynajmniej nikt jej już nie skrzywdzi. Chciała przeprosić Klausa za to w jaki sposób go oceniła, mimo że o tym nie wiedział. Ale to było nie możliwe, więc szepnęła tylko:

-Przepraszam.


W tej samej chwili czas zatrzymał się- przynajmniej tak zdawało się Tati. Drzwi do środka uchyliły się a nich pojawił się wampir. Nie zwracając na niego uwagi, trzymała na wierzchu nóż. Nie czuła potrzeby chowania się przed nim, przynajmniej nie teraz. Co z tego, że pozna jej plany? I tak kiedyś to zrobi.


-Kiepski pomysł zważywszy na to, że przebywasz pod dachem z istotą tak czułą na zapach krwi. - odezwał się próbując przełamać ciszę.


Kobieta siedziała w bezruchu twarzą zwrócona w stronę okna, przez które do pokoju wpadał blask księżyca oświetlający jej twarz. Elijah przypatrując się z jej z boku dostrzegał w niej ideał, który nie zmienił się ani trochę, nawet jeśli w jej umyśle pojawiły się tak mroczne myśli. Nie chciał jej nakłaniać do niczego, jednak pod wpływem atmosfery panującej w sypialni również i on poddał się mrokowi. Tysiąc lat śnił o niej, była jego sekretem który utrzymywał przez tak długi czas. Dbał o niego nie chcąc zapominać ani chwili. Jej słodka krew sprawiała, że w tej samej chwili ponownie chciał jej zasmakować. Głos rozsądku odegnał tą myśl, mimo to nadal chciał zrobić coś co było zakazane. Był istotą o wiele silniejszą od zwykłego człowieka.


-Daleko temu do idealnej zbrodni? - odezwała się do niego.
-Dokonanej na samej sobie? - odpowiedział pytaniem na pytanie. - Nie nazwałbym tego. Ale jeśli zechcesz pokażę Ci co to znaczy.
-Już raz to zrobiłeś. - przypomniała zniżając głos. Nareszcie odwracając się twarzą w jego stronę.



Jej słowa nie docierały do niego. Podchodził coraz bliżej sprawiając, że Tatia stawała się coraz bardziej zagubiona. Metalowe narzędzie upadło na dywan tak jak tego chciał. Z resztą i ona też tego zapragnęła nie wiedząc skąd. Przecież przez tak długi czas trwała w swoich przekonaniach. Byli do siebie tak bardzo podobni, lecz nie chcieli dostrzec tego podobieństwa. Pierwotny klęknął przed nią przyciągając na siebie jej całą uwagę. Jej ciało przeszedł przyjemny dreszcz, któremu towarzyszyło jak dotąd zupełnie nieznane uczucie. Wszystko stało się zagadką. Nie wiedziała co z nią zrobił i nie chciała wiedzieć. Prędzej czy później uwolni się.



Nóż po raz kolejny tego wieczoru został podniesiony, lecz przez wampira. Miał stać się on symbolem jego wierności wobec kobiety. Pragnął porzucić swoją maskę ukazując się jej w swojej pełnej krasie. Chciał być takim jakiego go znała. Podarował jej go ufając jej w pełni.

-Zrób z tym co tylko zechcesz. Możesz wbić mi go prosto w serce, aby mnie zranić . Rób co chcesz. -nakazał patrząc jej prosto w intensywnie brązowe oczy. Czy zrobi to?

-Nie chcę tego. - wyszeptała nachylając się w jego stronę. - Nie chcę twojego cierpienia. Chcę tylko twojej duszy.

Nie czekała na nic więcej, zdecydowanym ruchem rozcięła nadgarstek wpatrując się ciecz.

-Rzeczywiście w blasku księżyca jest czarna. - dodała podsuwając zranioną dłoń w jego stronę.


Kiedy zrozumiał o co jej chodziło wbił się w ranę kosztując wyjątkowej krwi. Nie czekała zbyt długo aby wbić nóż w jego szyję. Kiedy ujrzała strumień krwi nie pozostając dłużną zaczęła pić krew. Właśnie o to chodziło o tak prostą rzecz.







I don't believe in love Katerina

Dodaj odpowiedź:


Aktualnie Online
Aktualnie serwis przegląda 0 zalogowanych użytkowników, wśród nich są:
Brak zalogowanych.


Statystyki
Liczba użytkowników: 7493 ♥ Liczba tematów: 913 ● Liczba odpowiedzi: 22946 ● Nowy użytkownik: GabrielaCzemiel

Mój profil
Nazwa użytkownika:


Hasło:




Zarejestruj się | Zapomniałeś hasła?

Znajdź nas na Facebooku

Demotywatory
Demotywatory

Polecamy
angielski dla dziecinauka dla dzieci
samochody elektryczne
smieszne koty

Reklama



Powrót do góryKontaktCopyright © 2014-2020 VampireDiaries.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone
Ta strona używa ciasteczek (cookies) i innych technologii. Korzystając z niej wyrażasz zgodę na ich używanie i zarządzanie, zgodnie z ustawieniami przeglądarki.