Forum Vampire Diaries & The Originals

Lokalizacja: Forum > Opowiadania > Requiem
26 październik 2017 o 15:55:18 - (27 dni temu)
kalijah5
Pierwotny



Posty: 17
Dołączył(a): 4 gru 2016
Litry krwi: 60

Białe piórko
Prologue| C.F


Wszystko zmieniło się. Gdyby nie poświęcenie Eleny Gilbert, która odjechała w nieznane razem z braćmi Salvatore. Bonnie poszła w jej ślady, razem z swoim mężem Zenderem wyjechała do miejsca, w którym wataha jej ukochanego czuła się najlepiej.

Natomiast ona czuła się źle z tym, jak to wszystko się potoczyło. Nie mogła winić za to swoich dawnych przyjaciółek. To nie one zniszczyły, to co wspólnie budowały od najmłodszych lat. Jej chęć zemsty na Elenie zniszczyła wszystko. Jednak dzięki właśnie niej, wszystko cofnęło się, a dziewczyny rozstały się w pokoju.



***

Życie Caroline nie było takie łatwe, nie w tej chwili. Będąc królową lokalnej szkoły znajdującej się w Fell's Church, wszystko zdawało się jej takie łatwe. Jednak teraz musiała dorosnąć, i właśnie to była dla niej brutalna zmiana. Kiedy teraz musiała zmagać się zmagać z czymś co było dla niej nie do przyjęcia. Minął równy rok, od kiedy zdążyła się pogodzić z swoją matką; Elizbabeth Forebs. Początkowo wszystko układało się wspaniale, obie były wreszcie szczęśliwe. Lizz poczuła, że teraz będzie wszystko dobrze. Jej córka nareszcie spełni swoje pragnienia, a ona pozwoli jej odejść. Jednak stało się zupełnie inaczej. Pół roku później, po tych wydarzeniach kobieta dowiedziała się o chorobie, z której mogła wyjść dzięki leczeniu. Leczenie wiązało się z tym, że jeśli Caroline dowiedziałaby się o tym od razu wpadłaby w panikę. A tego nie chciała. Pragnęła dla niej spokoju, przed pójściem jej pociecha miała wypoczywać a nie martwić się matką, która się starzała. Elizabeth Forebs, była świadoma tego że kiedyś nadejdzie jej czas, dlatego też z tym nie walczyła. Każdego dnia patrzyła na swoją młodszą wersję z uśmiechem, podczas gdy choroba rozwijała się coraz bardziej i atakowała jej słaby organizm. Pewnego letniego dnia, Caroline została nagle wezwana do szpitala, który znajdował się kilka minut drogi od miasteczka, w którym obie mieszkały. Wiedziała, że ten telefon nie wróżył nic dobrego. I tak właśnie się stało, jadąc tam w jej głowie pojawiły się setki różnych myśli.



Lizz Forebs widząc wyraz twarz córki westchnęła tylko, wiedząc że będzie musiała się jej jakoś wytłumaczyć. Jednak co zaskoczyło ją najbardziej, dziewczyna wpadła tylko w jej ramiona płacząc cicho. Próbowała ją jakoś pocieszyć, ale to nic nie dało. Za to udało się odwieźć blondynkę od porzucenia studiów, o które tak ciężko walczyła. Nie mogła na to pozwolić. Ostatkami sił udało się jej postawić na swoim. Czuła się dumna z córki, która wchodziła w dorosłość z możliwością rozwijania swojej pasji.





Szczupła blondynka odziana w czerń przyszła na cmentarz, który znajdował się na jednym z wzgórz leżących na terenie Fell's Church. Powolnym krokiem udała się w stronę swojego celu, nie czuła żadnego oporu. Ponieważ wiedziała, że w taki sposób będzie jej łatwiej, nie przyjmując słów innych ludzi, którzy wypowiadali się o tym. Kiedy znalazła się u swojego celu, spojrzała smutna na marmurową płytę, która była nagrobkiem jej matki. Wspominając rodzicielkę, poczuła jak coś w niej pęka. Tak bardzo chciała, aby wróciła do niej. Potrzebowała jej szczególnie teraz. Zagubiona usiadła na chłodnej ziemi, wciąż wpatrując się w grób. Razem z nią, całe miasteczko pogrążyło się w żałobie, po utracie szeryf. Schowała twarz w dłoniach, czując że lada moment nie wytrzyma i wreszcie pęknie.


-Dlaczego? -zapytała sama siebie, próbując zrozumieć czemu to właśnie ją to spotkało.



Czując łzy, które pojawiły się i za chwilę mające spłynąć po jej bladych policzkach, chciała temu zapobiec. Odchyliła głowę do tyłu, aby powstrzymać to. A co jeśli ktoś by ją zobaczył? I tak było to nie możliwe, ponieważ pozostałe rodziny były teraz w swoich domach, razem z swoimi najbliższymi. A Caroline takowych nie posiadała, najbliższą jej osobą była Elizabeth, która znajdowała się na tym cmentarzu. Dokładnie na jego drugiej części, która znacznie bardziej przypadła do gustu jej córki. Nie chciała pogrzebać matki w dolnej części, która była znacznie bardziej zaniedbana. Odsunęła dłonie z swojej twarzy, a jej oczom ukazało się jeszcze jasne niebo, usuwające się dla nocnego nieb, na którym niedługo miały pojawić się gwiazdy. Myślami odbiegła daleko od obecnej chwili, wracając do zdarzeń sprzed dwóch lat. Właśnie o podobnej porze, pojawiła się tu w towarzystwie Tyler'a Smallwood'a, Vicky Donovan, oraz jakiegoś chłopaka z drużyny. Wspólnie udali się do zrujnowanej kaplicy, w której spoczywali założyciele miasta. Mimo pozapadanych ścian i dachu, który odsłaniał nocne uroki żadne z nich nie chciało opuścić tego miejsca. Za to późniejsze zdarzenia, miały fatalne skutki, o których nie chciała teraz myśleć.


Jedyne czego pragnęła w tej chwili, to obecności matki, która była jej najbliższą osobą. Nie zaliczała do nich swojego byłego chłopaka, który opuścił ją bez słowa. Obserwując mieniące się niebo, przypomniała sobie jak bardzo ludzi obserwować to zjawisko. Po raz pierwszy zauważyła to, kiedy odwiedziła grób zmarłej kobiety. Ułożyła się obok niej, wiedząc że tylko w taki sposób mogła przy niej być. Leżąc tak mówiła do niej, wiedząc, że to może jej pomóc. Z czasem nawet polubiła taką formę spędzania czasu. Wbrew temu, że robiło się coraz zimniej. Delikatny wiaterek rozwiał jej blond włosy, które muskały jej twarz. Czując to Caroline, poczuła się dziwnie spokojna. Wytężyła swój słuch, wsłuchując się w ciche pohukiwanie sów, zamykając przy tym oczy. Zazdrościła tym zwierzętom, spokoju oraz brak ich beztroskiego trybu życia. Siedząc tak, blondynka nie była zupełnie świadoma upływającego czasu. Kiedy, zrobiło się znacznie chłodniej, uznała że zrobiło się naprawdę zimno, jako że miała tylko na sobie czarną skromną sukienkę naciągnęła rękawy na nadgarstki, a dłonie zaplotła pod piersiami.

-Dobranoc mamo. - powiedziała cicho na pożegnanie.


Kiedy odeszła kilka kroków od grobu kobiety, skierowała się w stronę ścieżki otoczonej starymi dębami. Prowadziła ona w dół, do pierwszej części cmentarza, na której znajdowała się wyjściowa brama. Idąc w tą stronę, zastanawiała się co powinna począć w obecnej sytuacji. Nie wiedziała, do kogo mogłaby się zwrócić o pomoc, nie miała teraz nikogo. Tyler wyjechał, więc straciła już wszystkich. A nie chciała robić z siebie lokalnej ofiary, widząc się z innymi musiała się uśmiechać i mówić, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Było wręcz przeciwnie, jednak Caroline musiała zachować pozory. Po chwili, znajdując się u kresu ścieżki dziewczyna zatrzymała się, czując na sobie czyjś wzrok. Rozejrzała się po otaczających ją przeróżnych nagrobkach, nie widząc nikogo kto by na nią patrzył. Nie było tu nikogo poza nią, za to jej spojrzenie powędrowało na zniszczony kościół, w którym dokonano egzekucji żołnierzy podczas Wojny Secesyjnej.




Zaniepokoiło ją coś w tym budynku. Ciągnęło ją w tamtą stronę, stojąc w bezruchu zapomniała o zimnie, które przed chwilą odczuwała. Przez cały czas starała się unikać tego miejsca, co udawało się jej skutecznie. Jednak w tej chwili, jej cały opór znikł. Nie wiedziała co nią kierowało, usiłowała się opanować i jak najszybciej wrócić do domu. Jednak jej mózg, postanowił się zbuntować. Pozwalając się przyciągnąć tajemniczej sile, blondynka weszła do zniszczonej budowli, która niegdyś spływała krwią bohaterów Wirginii.




Przekraczając próg dawnej świątyni, ciało Caroline przebiegł dreszczyk przerażenia. Pierwszy raz od tak długiego czasu pojawiła się tu ponownie, tym razem jednak była tu sama. Tak myślała do czasu. Z każdym krokiem, miała wrażenie że jednak wciąż ktoś na nią patrzy. Podchodząc do nagrobka, w którym spoczywała Honoria Fell, oraz jej mąż Thomas. Dłonią przesunęła po śliskiej płycie, rozmyślając o tym po co tak naprawdę tu przyszła.

"To jeszcze nie tu. " -szepnął jakiś głos z oddali.

Była zupełnie tego świadoma, zarówno jak i gotowa aby za nim podążać.








I don't believe in love Katerina
26 październik 2017 o 15:57:39 - (27 dni temu)
kalijah5
Pierwotny



Posty: 17
Dołączył(a): 4 gru 2016
Litry krwi: 60

Białe piórko
Chapter II | E.G


Życie Eleny Gilbert było usłane różami. Odkąd opuściła Fell's Church razem z Stefano i Damonem wszystko układało się po jej myśli. Dostała się na swoje wymarzone studia, a między braćmi zapanował spokój. Cieszyło ją to, że uszanowali jej decyzję, chcąc im powiedzieć, że nie chciała być z żadnym z nich miała pewne obawy. Znając Damona i jego charakter, mogła spodziewać się wszystkiego, za to Stefano był spokojny i był gotów zgodzić się na wszystko. Jednak kiedy zebrała się na wyznanie braciom prawdy, stała naprzeciw nich mając wrażenie że czas się zatrzymał. Ku jej zaskoczeniu obaj przyjęli to z dziwnym spokojem. Damon obiecał, że nie będzie jej do niczego namawiał, natomiast młodszy brat zostawił to bez słowa. Widząc smutek pojawiający się w jego zielonych oczach, brunetce zrobiło się głupio. To właśnie z nim przeszła przez to wszystko. Wspólnie spędzone lata, podczas których wspólnie pokonywali przeciwności losu, to właśnie Stefano był jej oparciem. Mogła powiedzieć mu wszystko, a teraz oznajmiła mu że nie chce go. W tej chwili zrozumiała swoje podobieństwo do Katherine, która postąpiła tak samo.

Od tamtej chwili minęło kilka dni. Wracając do swojego akademika jedną z ścieżek znajdujących się blisko lasu, szkła wysoka blondynka. Na zewnątrz było już coraz chłodniej przez co dziewczyna naciągnęła rękawy grubego swetra na nadgarstki. Była smutna, że nie było z nią Bonnie, pragnęła jej szczęścia, które było przy Zenderze. Nie miała prawa jej zabraniać być przy nim. Elena musiała się z tym pogodzić, że ich drogi się rozeszły, jednak nie chciała tracić kontaktu z przyjaciółką. Pragnęła ponownie nawiązać z nią kontakt, ale wciąż czuła że jakakolwiek próba spowodowałaby, że sprowadziło by to ich na tą samą ścieżkę, na którą żadne z nich nie chciało wracać. Fells Church. Mimo zostawionej tam rodziny, Elena nie chciała tam wracać, ani przyciągać za sobą zła, które wytworzyło już wystarczające zło. Zdecydowanym krokiem, wkroczyła na dziedziniec.

Tłumiąc okrzyk zdumienia, odskoczyła na sam widok czarnowłosego mężczyzny, który opierał się o kamienną ścianą z nasuniętymi na oczy okularami przeciwsłonecznymi. Nie ekscytowały ją, już sztuczki Damona, tak jak dawniej, zanim poznała całą prawdę dotyczącą wampira. Ścisnęła mocniej książkę, przyciskając ją do siebie od czasu do czasu spoglądając na mężczyznę.


-Witaj Eleno. - powiedział swobodnie, przy tym uśmiechając się kpiąco.

-Wyraźnie Cię to bawi Damonie. - rzuciła na powitanie, po czym ruszyła dalej.


Nie czekała na niego, ponieważ doskonale wiedziała że nie zostałby sam. W końcu czy tak naprawdę znała Damona? Czy ktokolwiek go znał?


Tak jak myślała, w wampirzym tępię zaszedł jej drogę przez co była zmuszona spojrzeć w jego ciemne tęczówki, w które niegdyś wpatrywała się godzinami. Teraz było zupełnie inna bajka. Czar związany z przebywaniem w towarzystwie starszego Salvator'a prysnął niczym mydlana bańka. Tak jak zapewniała ją jedna z strażniczek, przed odebraniem całej mocy, tak też i się stało. Zanim blondynka zdążyła zapytać się, czego od niej chce, Damon chwycił ją za ramię ciągnąc w swoją stronę. Jakie miała szanse w porównaniu z wampirem żyjącym pięć wieków?

-Powiedź Stefano, że znudziłem się pilnowaniem Ciebie. - rozkazał, w jego głosie dostrzegła nutę nienawiści, oraz chłód do którego nie była przyzwyczajona.

Chciała coś powiedzieć, jednak Damon złożył pocałunek na jej ustach, tak bardzo chciała go zrozumieć. Jego słowa wciąż rozbrzmiewały w jej głowie, lecz wciąż były dla niej niezrozumiałe.Po krótkim czasie zorientowała się, że została sama. Stojąc na pustym dziedzińcu, została sama z własnymi myślami, oraz uczuciem ulgi. Czy to miało jakiś sens?







I don't believe in love Katerina
7 listopad 2017 o 21:44:02 - (14 dni temu)
silenthillnurse
Świeżak



Posty: 12
Dołączył(a): 5 lip 2017
Litry krwi: 0

Świetnie napisane :)

Dodaj odpowiedź:


Aktualnie Online
Aktualnie serwis przegląda 4 zalogowanych użytkowników, wśród nich są:
harry92, Nynaeve, flyhigh123, Dabien.


Statystyki
Liczba użytkowników: 6679 ♥ Liczba tematów: 871 ● Liczba odpowiedzi: 22583 ● Nowy użytkownik: KatarinaMacczak

Mój profil
Nazwa użytkownika:


Hasło:




Zarejestruj się | Zapomniałeś hasła?

Znajdź nas na Facebooku

Demotywatory
Demotywatory

Polecamy
angielski dla dziecinauka dla dzieci
outfitypaznokcie
dobijacze
rym do

Reklama

W wolnym czasie
Wersja mobilna - Nasza gra - Blogi


Powrót do góryKontaktCopyright © 2014-2017 VampireDiaries.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone