Forum Vampire Diaries & The Originals

Lokalizacja: Forum > Opowiadania > My Bucket List Life
12 marzec 2017 o 21:37:49 - (1244 dni temu)
Dabien
Świeżak



Posty: 30
Dołączył(a): 6 maj 2016
Litry krwi: 870

My Bucket List Life
Powietrze było suche, jakby przesiąknięte piaskiem, trudno się nim oddychało, drażniło nozdrza Bonnie, ale musiała się do tego przyzwyczaić, w końcu była w Kairze. Egipt był pierwszym przystankiem w jej życiowej podróży. Obiecała Enzo, że będzie żyć pełnią życia, spełni wszystkie swoje marzenia i nie będzie niczego żałować, zanim ponownie się złączą już po jej śmierci. Zamierzała dotrzymać obietnicy, choć wiedziała, że nie będzie jej łatwo. Mocno tęskniła za nim, choć wyczuwała jego obecność. Czuła jego oddech na karku, jego dotyk na twarzy, rękach i włosach, jakby ją głaskał czy delikatne łaskotanie w nos każdego ranka, jak robił dotychczas, nawet po śmierci to robił. Czuwał nad nią, uratował ją, kiedy zamyślona omal nie wpadła pod koła samochodu czy przypominał o zabraniu paszportu. Ale nie pojawiał się, kiedy go wzywała, nie rozmawiał z nią. Tęskniła za nim, jednak musiała się nauczyć życia bez Enzo, żyć na tyle, na ile mogła. Wiedziała, że nie już nigdy nikogo tak mocno nie pokocha, nie zwiąże się z nikim, nie założy rodziny, mogła jednak żyć na tyle, by spełniać swoje marzenia i podróżować po świecie. Dlatego opuściła Mystic Falls. Wyjechała pół roku po tej feralnej nocy, zaraz po ślubie Damona i Eleny. Było jej wstyd, że nie była w stanie cieszyć się ich szczęściem, kiedy sama była nieszczęśliwa. Mieli takie życie, jakim ona i Enzo zawsze chcieli żyć. Dość szybko wszyscy pogodzili się z tym, co się stało. Nawet Caroline pogodziła się ze śmiercią Stefana i zajęła się prowadzeniem swojej szkoły. Dla niej rany wciąż były zbyt świeże, wciąż bolały i krwawiły. Dlatego postanowiła wyjechać, zakosztować odrobiny świata, a kiedy życie stanie się dla niej zbyt trudne, dołączy do niego. Teraz postanowiła cieszyć się tygodniem, który miała spędzić w Kairze.
***
Pokój, w którym miała mieszkać, był przestronny, a okna wychodziły na pobliskie morze. Była zmęczona długą podróżą samolotem, których nie znosiła za dobrze. Tą do Paryża przespała całą, oparta o ramię Enzo, który przez cały lot trzymał ją za rękę. Położyła się wygodnie na pościeli i zamknęła oczy. To było cudowne wspomnienie wspaniałych chwil, które przeżyli tam razem, miejsc, które odwiedzili, nocy spędzonych w swoich objęciach, rozmawiając o wspólnej przyszłości. Żałowała, że nie mógł dzielić z nią tej wycieczki.
- Pozmieniało się tu trochę od mojej ostatniej wizyty - powiedział Enzo, rozglądając się wokół. - Nie wierzę, że ten hotel nadal tutaj stoi.
- Byłeś już tutaj kiedyś? - zapytała Bonnie.
- W 1940 roku, ale wtedy mieścił się tu szpital wojskowy. Tylko ściany były odrapane z farby i dach był cały, teraz wygląda jak marzenie.
- Wygląda pięknie i na pewno jest strasznie drogi. - Bonnie rozglądała się po korytarzach.
- Nie przejmuj się pieniędzmi. - odpowiedział jej i otworzył drzwi do pokoju 825.
Widok zaparł Bonnie dech w piersiach. Pokój, a raczej apartament z wielkim salonem, aneksem kuchennym, sypialnią z ogromnym łóżkiem, jacuzzi i przeszkloną ścianą, za którą rozciągał się widok na Paryż.
- Wow, wygląda nieźle. Jak jakaś rezydencja królewska. Musiałeś wydać na niego majątek. - pokój zrobił na niej jeszcze większe wrażenie. Enzo zapłaci napiwek boyowi hotelowemu i złapał ją w objęcia.
- CO TY WYPRAWIASZ?!!! - zaśmiała się radośnie, kiedy niósł ją do sypialni.
- Dla mojej dziewczyny, wszystko, co najlepsze, a to łóżko wymaga ochrzczenia. - rzucił ją na łóżko i natychmiast położył się obok niej.
- Akurat teraz? Jestem zmęczona i śmierdzę po podróży - śmiała się, próbując go odpędzić od całowania jej szyi.
- Nie przeszkadza mi wcale.
- Proszę Cię, przytul mnie mocno i daj się chwilę zdrzemnąć, a obiecuję, że wszystko nadrobimy później. - uśmiechnęła się do niego, delikatnie całując w usta.
- Trzymam Cię za słowo. - Enzo objął ją, tuląc do siebie, po chwili sam zasnął.

***

Nawet to okazało się dla niej zbyt trudne. Wszystko ją przytłaczało. Nie była w stanie cieszyć się podróżą, 4-gwiazdkowym hotelem, wycieczkami do piramid, które zawsze chciała zobaczyć czy przejażdżką na wielbłądzie, o której zawsze marzyła. Nie mogła dzielić tego z tym, którego kochała. Tęskniła za nim. Potrzebowała się z nim skontaktować. Kupiła mnóstwo świeczek, które poustawiała w okrąg. Usiadła w środku, po czym zdjęła naszyjnik z jego krwią z szyi i przyciskając go mocno do piersi, rozpoczęła medytację.
- Enzo, jesteś tutaj? - wyszeptała, ale nie uzyskała odpowiedzi. Wyczuła za to dziwną energię, wibracje, towarzyszące jej od wielu miesięcy od śmierci Enzo. Był tu, obecny, ale dlaczego jej się nie ukazywał?
- Enzo, proszę. Potrzebuję Cię. Nie chowaj się przede mną. - łzy ciekły strumieniami po jej twarzy, a ciałem wstrząsały dreszcze. Uspokoiła się, gdy poczuła znajomy dotyk i ciepło jego rąk.
- Witaj kochana. - usłyszała JEGO głos, tak ciepły, tak kojący. Otworzyła oczy i ujrzała jego twarz. Uśmiechał się do niej smutno.
- Cześć. - odpowiedziała i przyciągnęła jego usta na krótki pocałunek. Były ciepłe i wciąż smakowały tak samo.
- Tak bardzo tęskniłam za Tobą. Dlaczego się ukrywałeś przede mną? Przecież tu byłeś cały czas. - jej głos załamał się pod wpływem łez. Enzo ujął jej twarz w dłonie i delikatnie otarł je kciukami. - Nie pokazujesz mi się, bo tego nie chcesz. Dlaczego?
- Myślałem, że tak będzie lepiej dla Ciebie lepiej. Że łatwiej zniesiesz rozłąkę. - starał się trzymać, ale jego głos również łamał, a wypowiadane słowa ledwo przechodziły przez gardło.
- Nie, tak jest lepiej dla Ciebie. - wykrzyczała Bonnie. - Ja już nie daje rady.
- Dasz. Na pewno sobie poradzisz. Jesteś najsilniejszą czarownicą i najsilniejszą kobietą, jaką znam. - Enzo starał się mówić spokojnie.
- Nie jestem na tyle silna, by żyć bez Ciebie. Uczyniłeś moje życie lepszym, a teraz jest mi ciężko, że nie wiem, jak długo wytrzymam - spuściła głową, starając się unikać jego wzroku.
- Wiem kochana, ale nie mogę Ci tego odebrać. Nie zabiorę Ci ludzkiego życia, którego nie miałaś okazji dobrze przeżyć. - dotknął jej trzęsącej się brody i uniósł ją, by mogła na niego spojrzeć.
- Ty chciałeś zrezygnować z wieczności, by być ze mną.
- Ja żyłem o wiele dłużej niż Ty, - zawsze starał się być dla niej silny, ale czasem i nad nim emocje brały górę. Łza na policzku była tego dowodem.
- 70 lat w niewoli nazywasz życiem? Też nie miałeś szansy spełnić swoich marzeń.
- Miałem jedno marzenie i byłaś nim Ty. - Enzo uśmiechnął się do niej smutno.
- Zawsze wiesz co powiedzieć. - odwzajemniła uśmiech, choć łzy ciągle spływały jej po policzkach.
- Kocham Cię i chcę, byś była szczęśliwa, na tyle byś nie żałowała swojego życia, gdy się ono skończy. - splótł swoje palce z jej i mocno ścisnął. - Proszę, obiecaj mi to.
Bonnie spojrzała na niego smutno. Nie chciała żyć bez niego, choć wiedziała, że nie wybaczyłby jej, gdyby zaprzepaściła szansę na ludzkie życie, jakiekolwiek miało ono być. Chciała z nim być, tak bardzo, jak niczego innego na świecie. Żadne atrakcje ani podróże jej tego nie zastąpią. Wtedy przyszedł jej do głowy pewien pomysł.
- Ciągle chcesz, bym Ci coś obiecała. Teraz Ty musisz mi coś obiecać. - powiedziała stanowczo. Enzo był zaskoczony, ale przytaknął głową.
- Zrobię listę rzeczy, które chcę zrobić przed śmiercią. Powiedzmy 50 rzeczy i miejsc, które chcę zrobić i odwiedzić. I zrobię je wszystkie, bez wyjątku. Nie wiem, jak długo mi to zajmie. Może rok, może trzy, może dziesięć lat. Kiedy je wszystkie zrobię, będę spełniona jako człowiek. Wtedy dołączę do Ciebie. Obiecaj mi, że nie będziesz mnie powstrzymywał.
Jej prośba łamała mu serce, ale nie miał wyjścia. Musiał powiedzieć: - Obiecuję.

Dajcie znać, czy wam się podobało czy nie w komentarzach
http://vampirediaries.pl/forum/komentarze-do-opowiadan/16-my-bucket-list-life-komentarze
14 marzec 2017 o 21:02:33 - (1242 dni temu)
Dabien
Świeżak



Posty: 30
Dołączył(a): 6 maj 2016
Litry krwi: 870

When you started liking me?

Bonnie zrezygnowała ze zwiedzania jakiegoś grobowca razem z grupą, do której dołączyła. Wytłumaczyła się złym samopoczuciem i klaustrofobią. Zamierzała zostać w hotelu i popracować nad listą. Zaraz po śniadaniu poszła nad hotelowy basen, który przy tej pogodzie był całkowicie opustoszały. Był tylko chłopak od basenu, zajęty głośnym słuchaniem muzyki oraz pokojówka, która, z tego, co się Bonnie orientowała, nie znała angielskiego. Na wszelki wypadek włożyła słuchawki do uszu, by udawać, że rozmawia przez telefon. Miała nadzieję, że Enzo pojawi się i będą mogli porozmawiać. Poczuła się lepiej po ostatnim spotkaniu z nim, chociaż jej tęsknota do niego nie zmalała ani trochę. Cieszyła się, że nie odciął się od niej, że wciąż mogła go widywać.
Usiadła wygodnie na leżaku i otworzyła notatnik. Pod numerem pierwszym zapisała Egipt, który po chwili skreśliła. Była tu, więc pierwszy punkt z listy miała już odhaczony. Dalej zapisała kraje i miejsca, które chciała odwiedzić.
2. Włochy
3. Brazylia
4. Anglia
5. Szkocja
6. Praga w Czechach
7. Bangkok w Tajlandi
8. RPA
9. Bułgaria
10. Australia
11. Nowa Zelandia
12. Japonia
Poczuła znajome łaskotanie na karku, świadczące o obecności Enzo i nagle przypomniała sobie o jeszcze jednym miejscu i drżącą ręką, zapisała je na kartce.
- Przylądek Horn? - zapytał jej i odsunął kosmyk jej włosów z oczu.
- Co tam jest, że chcesz tam pojechać?
- Nie wiem, Ty mi powiedz. - uśmiechnęła się do niego i zamknęła oczy, ukojona jego dotykiem.
- Nie przypominam sobie, żebyśmy rozmawiali na ten temat. - odpowiedział jej, wciąż głaszcząc ją po twarzy. Robił to o wiele dłużej niż zwykle, dopiero teraz zdała sobie sprawę, że nie tylko ona tęskni.
- Nie rozmawiałeś o tym ze mną. Powiedziałeś o tym Damonowi. Namawiałeś go do wspólnego wyjazdu. - odpowiedziała mu Bonnie.
- Nie sądziłem, że to pamiętasz. - uśmiechnął się do niej i położył swoją dłoń na jej ręce.
- Jak mogłabym o tym zapomnieć? Próbowałeś zabić mnie, Elenę i resztę. - chciała zabrzmieć na obrażoną, ale szeroko się do niego uśmiechała. Był jedyną osobą, która była w stanie poprawić jej humor.
- Serio? Jeszcze wtedy Cię nie lubiłem. - Enzo ułożył głowę na jej udach, a Bonnie mimowolnie zaczęła bawić się jego włosami. Pewne nawyki nigdy się nie zmieniały.
- Mówisz poważnie? A kiedy dokładnie zacząłeś mnie lubić?
- Czy ja wiem? - zamknął oczy i głęboko odetchnął. - To było chyba wtedy, kiedy uratowałaś mi życie, kiedy Druga Strona się rozpadała, w dniu, kiedy umarłaś. Złapałaś mnie wtedy za rękę i nie puściłaś jej, dopóki wiatr nie przestał wiać. Nie pomyślałaś ani przez chwile o sobie, tylko innych, nawet o mnie, choć byłem dla Ciebie nikim. Dałaś mi drugą szansę, choć nie musiałaś. Zrozumiałem, jak wspaniałą i bezinteresowną osobą jesteś. Zrobiłaś dla mnie więcej niż ktokolwiek w moim całym życiu.
- Przesadzasz. Wcale nie jestem tak wspaniała.
- Ciężko Ci przyjąć komplement co? - zapytał.
- Nie bardzo. Nie lubię tego. - odpowiedziała mu i z powrotem wzięła notes do ręki. - To co, gdzie chcesz jechać?
- Myślałem, że to twoja lista? - odwrócił głowę, by popatrzeć na jej twarz.
- Ale też miałeś marzenia, chciałeś podróżować tak jak ja. Mogę je spełnić. Jadę na Horn specjalnie dla Ciebie.
- Skoro tak to ujęłaś, to może... - kolejne 9 pozycji listy zajęły miejsca, które chciał odwiedzić Enzo: Szwecję, Holandię, Kanadę, Indie, Grecję, Haiti, Hiszpanie, Turcję i Majorkę. Później razem układali listę rzeczy, które powinna zrobić. Były na niej masaż wężem, algami i czekoladą, wędrówka na szczyt wulkanu, lot balonem, zjedzenie lodów ze złotem, popływanie w Morzu Martwym, nurkowanie na Rafie Koralowej, spędzenie nocy w igloo czy zdobycie Bieguna Północnego, podróż autostopem, zobaczenie zorzy polarnej, zapisała także udział w kilku festiwalach. Enzo chciał, by skusiła się zobaczyć zaćmienie słońca, ale po 283 takich w więziennym świecie miała ich serdecznie dość. Sprawiało jej to przyjemność, po raz pierwszy od bardzo dawna robili coś razem. Nie obchodziło ją czy ktoś coś widzi, czy pomyśli o niej jak o wariatce. Szczerze się uśmiechała. Była szczęśliwa jak nigdy dotąd i czerpała z tej chwili najwięcej jak tylko potrafiła. Na chwilę zapomniała, że Enzo nie żyje, że to tylko iluzja. Nikt jej tego nie odbierze. Gdy zbliżało się południe, lista miała już zapełnione 49 miejsc. Pozostało tylko jedno.
- Co zapiszesz pod numerem 50? - zapytał Enzo, uśmiechając się do niej. On również był szczęśliwy. Miał taki piękny uśmiech. Doceniała to bardziej, odkąd nie mogła go zbyt często widywać.
- Jeszcze nie wiem. Ciężko mi wymyślić cokolwiek sensownego. Muszę iść na obiad, a potem mam wycieczkę. Zobaczymy się wieczorem? - zapytała, uśmiechając się na pożegnanie.
- Przecież zawsze Cię widzę, o każdej porze dnia i nocy. - odpowiedział jej i rozplótł ich dłonie.
- Pamiętaj, że Cię kocham. - powiedziała Bonnie i odeszła.
- Ja Ciebie też. - po chwili już go nie było, jakby rozpłynął się w powietrzu. Tak naprawdę Bonnie doskonale wiedziała, co zapisze pod numerem 50 na swojej liście. Ale nie chciała przelewać tego na papier. Nie chciała robić sobie ani jemu złudzeń. Miała nadzieje, że jej plan się powiedzie. Tylko nadzieja jej została.

Dajcie znać, czy wam się podobało czy nie w komentarzach
http://vampirediaries.pl/forum/komentarze-do-opowiadan/16-my-bucket-list-life-komentarze
19 marzec 2017 o 21:50:40 - (1237 dni temu)
Dabien
Świeżak



Posty: 30
Dołączył(a): 6 maj 2016
Litry krwi: 870

I have to go away

Cztery miesiące i dwanaście skreślonych pozycji na liście później, Bonnie siedziała wygodnie w samolocie ze Stockholmu do Edynburga. W Szwecji spędziła kilka zimowych tygodni, które były spełnieniem jej marzenia o zobaczeniu zorzy polarnej i marzenia Enzo o zdobyciu Bieguna Północnego, choć nie do końca chodziło mu o pojechanie tam na saniach zaprzężonych w renifery. Szwecja miała swój chłodny, choć niezwykły urok, który ją pociągał. Wyjeżdżała stąd w dobrym humorze, którego nie popsuła nawet wkurzająca dziewczyna, która przyczepiła się do niej od początku pobytu tutaj. Bonnie nawet nie zarejestrowała, jak ona miała na imię. Była szczęśliwa, bo znów miała przy sobie Enzo, na tyle na, ile było to możliwe. Pojawiał się przy niej każdego wieczoru i wysłuchiwał jej sprawozdania z każdego dnia. To przypominało Bonnie o czasie, kiedy mieszkała w domku w lesie, gdy się w nim zakochała. Kiedy ją odwiedzał, dużo rozmawiali, a głównie ona mówiła, a Enzo słuchał. Potrafił słuchać, choć sam niewiele mówił. Nie lubił wspominać o Armory czy o czasach niewoli w Augustine, więc pozwalał jej przejmować inicjatywę w rozmowie. Teraz było podobnie, spędzali każdy wieczór rozmawiając o jej podróżach i planach na kolejne, nie wspominając ani słowem o tym, co się stanie, gdy Bonnie skończy już listę. Nie poruszali wcale smutnych tematów, cieszyli się tym, co mają w tej chwili, choć na wiele nie mogli sobie pozwolić. Enzo czasem zostawał dłużej i patrzył, jak zasypia. Rzadziej widywała go rano po przebudzeniu. Bonnie chciała, by to wszystko było prawdziwe, ale nie było i musiało jej to wystarczyć. I tak miała więcej, niż inni mogli mieć.
***
Do startu pozostało jeszcze tylko kilka minut, a ostatni pasażerowie tłoczyli się koło wejścia. Miała nadzieje, że miejsce obok niej przy przejściu pozostanie wolne. Dzięki temu była szansa na to, że pojawi się Enzo i przez cały lot będzie ją trzymał za rękę, a ona zaśnie. Nie było innej możliwości na spokojną drogę do Edynburga. Na chwilę przed startem miejsce zajął młody mężczyzna o ciemnych włosach i bujnej brodzie.
- Trudno. - pomyślała Bonnie. Spotkają się dopiero wieczorem. Samolot po chwili wystartował i leciał bardzo spokojnie. Była ładna pogoda i nie zapowiadało się na niespodziewanie turbulencje. Oparta czołem o okno, próbowała się zrelaksować słuchając muzyki Billie Holiday. To do niej tańczyła razem z Enzo podczas pierwszego wspólnego Sylwestra.
Wzbudzało w niej to wspomnienia i nostalgię. Zamknęła oczy i... Nagle poczuła, że ktoś ją szturcha w ramię. To był jej sąsiad z siedzenia obok.
- Mówiłeś coś do mnie? - zapytała wyjmując słuchawkę z ucha.
- Tak, pytałem, czy przeglądasz tę gazetę. - nieznajomy wskazał na magazyn przyrodniczy, który trzymała w rękach. Nawet nie zauważyła, od kiedy go ma.
- Nie, proszę bardzo. - odpowiedziała i podała mu ją, a brunet odłożył ją do kieszeni w siedzeniu. Bonnie spojrzała na niego jak na idiotę.
- Tak naprawdę to był pretekst, żeby do pani zagadać. - uśmiechnął się i podał jej rękę. - Jestem Mark Wallenberg.
- Bonnie Bennett. - uścisnęła mu dłoń z delikatnym uśmiechem.
- Niecodziennie spotyka się ciemnoskóre szwedki. Nie jesteś stąd, prawda? - zapytał.
- Nie, przyjechałam tu na wakacje. Mieszkam w Ameryce. A ty?
- Jestem obywatelem świata. Urodziłem się w Niemczech, ale rodzice bardzo dużo podróżowali jak byłem dzieckiem. Teraz podróżuje w związku z pracą, jestem fotografem. A jaką profesję Ty reprezentujesz Bonnie Bennett. - czarownica poczuła się dziwne ukłucie, nie wiedziała co powiedzieć. Tylko Enzo często zwracał się do niej jej pełnym imieniem i nazwiskiem na przemian z innymi pieszczotliwymi określeniami. A co miała powiedzieć w sprawie pracy, skoro żadnej nie wykonywała. Wyjątkowo duży spadek po ojcu, pieniądze ze sprzedaży domu w stanie New York i wynajem jej rodzinnego domu oraz domu babci w Mystic Falls spokojnie starczyły jej na podróżowanie. Małe kłamstwo nie zaszkodzi jej relacji z Markiem, która skończy się po wylądowaniu samolotu.
- Jestem nauczycielką. Uczę muzyki w liceum. - powiedziała. Cały lot przegadała z nowo poznanym mężczyzną. Okazał się ciekawy i interesujący. Przy wysiadaniu straciła go z oczu. Żałowała, że nie zdążyła się pożegnać.
- Cóż, nie pierwsza i nie ostatnia taka znajomość. - pomyślała Bonnie i udała się do hotelu, gdzie miała spotkać się z grupą innych turystów. Doceniała wycieczki zorganizowane, nie musiała się o nic wtedy martwić. Zupełnie inaczej niż było z Enzo we Francji, gdzie wszystko robili spontanicznie, bez planów i przygotowania. Miało to swój urok, a on uwielbiał robić jej niespodzianki. Hotel, w którym miała mieszkać, był bardzo duży i nie przypominał tych, które widziała w przewodniku. Był bardzo nowoczesny.
- Co za niespodzianka, Bonnie Bennett. - usłyszała znajomy głos za sobą i zobaczyła Marka.
- Nie wiedziałam, że też będziesz tutaj mieszkał. - powiedziała Bonnie wyraźnie zaskoczona, ale z drugiej strony nawet ucieszona.
- Bo nigdy nie spytałaś. Masz ochotę na obiad? - zaproponował.
***
Po całym dniu Bonnie wróciła do pokoju. Była zmęczona, ale zadowolona. Bardzo jej się podobał surowy klimat Szkocji, a może to zasługa nowego znajomego. Była zaskoczona widząc Enzo leżącego na łóżku.
- Witaj kochana. - powiedział i pocałował ją na powitanie. Bonnie zdała sobie sprawę, że przez cały dzień nie myślała o nim, będąc w towarzystwie Marka.
- Cześć, stęskniłam się. - odpowiedziała i przytuliła się do niego. Czasem była w szoku, że pomimo tego, że Enzo nie żył i był teraz tylko iluzją, emanował takim ciepłem.
- Jak Ci się podoba w Szkocji? - zapytał głaszcząc ją po plecach.
- Jest w porządku, ale jestem bardzo zmęczona. Podróż mnie wykończyła. Zostaniesz ze mną, dopóki nie zasnę? - wskazała głową łóżko, które było na tyle duże, by mogli zmieścić się oboje. Bonnie położyła się i po chwili odpłynęła.
- Zawsze z Tobą będę, w końcu utknęłaś ze mną na zawsze. - wyszeptał, dotykając jej twarzy i całując w czoło.
***
Kolejne dwa dni Bonnie spędziła w towarzystwie Marka. Dużo rozmawiali, ale to głównie on mówił, opowiadał o rodzicach, o podróżach często ubogacając je fotografiami. Bonnie rzadko się odzywała, bo, prawdę mówiąc, nie miała nic ciekawego do powiedzenia. Raczej jej nowy znajomy raczej nie chciałby słuchać o jej dwóch śmierciach czy wielkim, wampirzym świecie, w którym przyszło jej żyć. Pewnego razu nawet nie wiedzieć dlaczego zapytała:
- Dlaczego jesteś sam? Jesteś naprawdę fajnym facetem, kobiety powinny się zabijać o Ciebie?
- Nie jestem przyzwyczajony do siedzenia w jednym miejscu. Lubię się przemieszczać, a kobiety wolą stabilizacje. Po prostu nie znalazłem takiej, która by za mną nadążyła. A ty, dlaczego nie masz nikogo? - spytał pokazując jej kolejne zdjęcia z kolejnych podróży.
- Miałam kogoś, ale już go nie ma. - odpowiedziała ze smutkiem. Miała nadzieje, że ten temat nie wypłynie, choć sama go poruszyła.
- Odszedł od Ciebie? Tylko palant by tak zrobił.
- Nie odszedł. Umarł, a raczej został zamordowany przez kogoś, kto był mi przyjacielem. - Bonnie ukradkiem wytarła łzę. Minęło już tyle czasu, a to ciągle ją bolało. - Nie rozmawiajmy o tym.
- W porządku. - odpowiedział Mark pakując zdjęcia. - Masz jakieś plany na wieczór? Jest impreza w hotelu, moglibyśmy wybrać się razem?
- Będzie mi bardzo miło. - odpowiedziała z uśmiechem.
***
Wieczór był bardzo ciepły, a kolacja zorganizowana przez hotel dla gości bardzo urocza, a uświetniła ją śpiewaczka operowa. Było bardzo miło. W pewnym momencie Mark zaproponował spacer po hotelowym ogrodzie, którego jeszcze nie mieli okazji zobaczyć. Był ślicznie oświetlony, lampki odbijały się od wody tworząc fantastyczne iluminacje.
- Tutaj jest przepięknie. - powiedział Mark wyraźnie zaskoczony. - Chyba pójdę po aparat, by to wszystko uwiecznić.
- Masz racje, jest pięknie. - Bonnie rozglądała się wokół, otulając się mocniej swetrem, robiło się chłodniej.
- Nawet nie masz pojęcia, jak cudownie te światełka tańczą w twoich oczach. - Mark dotknął jej twarzy i pocałował ją. Czarownica była wyraźnie zaskoczona jego gestem, ale odsunęła się po chwili.
- Przepraszam Cię, ale nie mogę. - powiedziała.
- O co chodzi? Nie podobało Ci się? - Mark zareagował trochę gwałtownie na jej odmowę. - Oboje jesteśmy sami, w dodatku na wakacjach, a ja naprawdę Cię lubię. Jesteś wyjątkową dziewczyną, nigdy takiej nie spotkałem. To może się zmienić w coś naprawdę niezwykłego pomiędzy nami.
- Mark, ja też Cię lubię, ale nic z tego nie będzie. Ani dzisiaj, ani nigdy. - powiedziała Bonnie.
- To w czym jest problem?
- Moja wiara jest problemem.
- Wiara? Jesteś żydówką czy jakimś świadkiem Jehowym? Nie mam uprzedzeń religijnych, jeśli o to Ci chodzi. - im bardziej Mark próbował się do niej zbliżyć, tym bardziej ona się odsuwała.
- Nie, chodzi o to, że ja wierze każdy ma swoją bratnią duszę. Kogoś, komu jest się przeznaczonym i taką osobą jest dla mnie Enzo.
- Bonnie, posłuchaj, jeśli o to chodzi i potrzebujesz więcej czasu, by pogodzić się z jego śmiercią, to ja mogę zaczekać, bo warto na Ciebie poczekać.
- Nie chodzi o to. Ja nigdy Cię nie pokocham tak jak na to zasługujesz, bo nigdy nie przestanę kochać Enzo i nigdy o nim nie zapomnę. Więc lepiej będzie jak skończymy naszą znajomość. - Bonnie spuściła głowę i odeszła w stronę hotelu, idąc na tyle szybkim krokiem, by Mark jej nie dogonił. Doszła do swojego pokoju i z trzaskiem zamknęła drzwi.
- Nie wiedziałem, że jesteś tak ostra w kontaktach z mężczyznami kochana. - odezwał się głos z głębi pokoju. Bonnie podniosła głowę i zobaczyła Enzo.
- Skąd o tym wiesz? - zapytała, wstając z podłogi.
- To, że mnie nie widzisz, nie znaczy, że mnie nie ma przy Tobie. - powiedział patrząc jak Bonnie przechodzi obok niego.
- Może powinnaś dać Markowi szansę. To całkiem fajny facet.
- Mówisz serio? - odpowiedziała zrzucając sweterek z ramion na podłogę.
- Bonnie chcę byś była szczęśliwa... - zaczął.
- Przestań już. Dobrze wiesz, że już nie będę szczęśliwa odkąd nie żyjesz.
- Możesz być szczęśliwa, nawet jeśli miałabyś być szczęśliwa z kimś innym. Nie zmuszam Cię do życia w celibacie, ani do...
- Ale ja nie chcę być szczęśliwa z kimś innym, chcę być szczęśliwa z Tobą. - wykrzyczała Bonnie targana płaczem. - Z Tobą chcę spacerować po tym ogrodzie, jeździć po świecie, jeść kolację, zasypiać i się budzić każdego dnia, kochać się. Nie ważne czy ja byłabym wampirem, albo Ty człowiekiem, byłabym szczęśliwa będąc z Tobą. I nie możemy tego mieć z winy Stefana i mojej, bo nie mogłam zrobić nic, by Cię ocalić.
Usiadła na podłodze i próbowała wytrzeć twarz dłońmi z łez. Enzo klęknął przy niej i dotknął jej twarzy.
- Może powinienem odejść. Może dzięki temu w końcu będziesz chciała żyć tak jak powinnaś. Nie będziesz czuła wyrzutów sumienia, że zrobić coś co mogłoby mnie zranić. Będę czekał na Ciebie, dopóki nie skończysz listy, a jak potem będziesz chciała żyć dalej to masz moją aprobatę. Obiecałem Ci, że będziemy razem i tak będzie. A teraz musisz żyć, nie dla mnie, nie dla nikogo innego, dla siebie.
- Naprawdę chcesz odejść? - zapytała.
- Nie chce, ale muszę. Tak będzie lepiej.
- Więc odejdź.
Enzo pochylił się nad nią i pocałował w czoło.
- Kocham Cię Bonnie.
Gdy podniosła wzrok, jego już nie było.
- Ja Ciebie też.

Dajcie znać, czy wam się podobało czy nie w komentarzach
http://vampirediaries.pl/forum/komentarze-do-opowiadan/16-my-bucket-list-life-komentarze
23 marzec 2017 o 21:56:11 - (1233 dni temu)
Dabien
Świeżak



Posty: 30
Dołączył(a): 6 maj 2016
Litry krwi: 870

I do not want to regret the return

- Dzisiejszy dzień będzie najgorszy. – pomyślała Bonnie otwierając oczy. To był ten dzień, którego się obawiała. Dziś mija rok od śmierci Enzo. Nie wierzyła, że tyle udało jej się przeżyć bez niego.
***
Koczowała na lotnisku już dwanaście godzin. Kiepska pogoda utrudniała wylot samolotu. Jeśli wszystko pójdzie dobrze to za półtorej godziny powinna wylecieć już z Edynburga, którego miała już serdecznie dosyć, za kolejne sześć być już w Stanach, a za jeszcze dwie w Mystic Falls. Tęskniła za domem, za Eleną, Damonem i resztą jej przyjaciół, dawno się z nimi nie kontaktowała. Nie rozmawiała z nimi przez telefon, wysyłała kartki z każdego miejsca, które odwiedziła, czasem wymieniała z Caroline, Eleną i Mattem maile z których i tak nic nie wynikało. Nie potrafiła przekształcić w słowa swojego cierpienia, tego jak bardzo tęskniła za Enzo, opisywała miejsca, które odwiedziła czy ludzi, których poznała, czasem podsumowując to krótkim, że u niej wszystko w porządku. Kłamała, w rzeczywistości nie potrafiła tego robić, pisząc przechodziło jej to łatwo. Zastanawiała się, jak ukryje swoje uczucia spotkając się z nimi twarzą w twarz. Edynburg i ogólnie Szkocja, mimo początkowego zachwytu, były najgorszym przystankiem w jej podróży, choć spędziła tutaj dwa miesiące. Przez cały czas praktycznie padało, a Szkoci byli naprawdę dziwnymi i drętwymi ludźmi. Cieszyła się tylko z tego, że spławiła Marka na początku jej pobytu tutaj i nie pozwoliła mu zbliżyć się do siebie. Szybko bowiem okazało się, że jego łóżko ogrzewały inne uczestniczki wycieczki, miejscowe kobiety, a nawet prostytutki.
- Naprawdę chciałeś mnie wepchnąć w jego ramiona? Za grosz brak Ci gustu skarbie. – powiedziała kiedyś do siebie, wiedząc, że Enzo i tak tego nie usłyszy. Nie rozmawiała z nim od dwóch miesięcy, nawet nie wyczuwała jego obecności. Odszedł, by nie miała wyrzutów sumienia, jeśli będzie chciała żyć, a nawet być z kimś innym. Czuła pewną wolność, że nie będzie musiała tłumaczyć ze swoich czynów, a także wprowadzić swój plan w życie, a Enzo nie będzie się sprzeciwiał. Tęskniła za nim i to uczucie przewyższało wszystkie inne. Zastanawiała się czasem, jak wyglądałby ich wyjazd. Po dwóch tygodniach od „rozstania” z Enzo, zrezygnowała ze wycieczek z grupą i udała się na szkocką wieś szukając miejscowego sabatu. Liczyła, że pomogą jej z problemami, jednak mimo ich początkowych chęci, odmówiły jej każąc jej opuścić ich dom. Bonnie była wściekła, oddała im jedną z najcenniejszych rzeczy jaką miała – księgę zaklęć jej babci, a te wiedźmy ją oszukały.
- Stereotypy o Szkotach nie wzięły się bez powodu. – pomyślała, zbierając swoje rzeczy na dźwięk głosu dyspozytora informującego, że rozpoczęła się odprawa jej lotu. Po incydencie z czarownicami Bonnie zdecydowała się na powrót do Mystic Falls. Potrzebowała swoich przyjaciół. Siedząc wygodnie w samolocie, wysłała SMS do Damona z przypuszczalną godziną przylotu samolotu do Virginii. Skontaktowała się z nim kilka dni temu, obiecał, że obierze ją z lotniska. Wyłączyła telefon na prośbę stewardessy. Dom był tak blisko i jednocześnie tak daleko.
***
Lot przebiegł bez żadnych komplikacji. Mimo wcześniejszego załamania pogody nad Europą, przez cały czas świeciło piękne słońce, które raziło ją w oczy. Cieszyła się na powrót, choć miała dziwne obawy. Lotnisko było pełne ludzi, dlatego Bonnie z trudem rozpoznała znajomą postać. Damon bardzo się zmienił od ich ostatniego spotkania, ponad pół roku temu. Miał zmęczone twarz, podkrążone oczy i kilka siwych włosów na kruczoczarnej czuprynie. Wyglądał jakby się postarzał o dziesięć lat. Zastanawiała się, czy stało się coś o czym jej nie powiedzieli. W końcu sama sporo przed nimi ukrywała.
- Już myśleliśmy, że o nas zapomniałaś Bon Bon. – Damon uśmiechnął się i mocno przytulił dziewczynę. Uśmiech to jedyne co pozostało takie samo w jego wyglądzie.
- Żartujesz sobie?! Tęskniłam za wami. – odsunęła się od niego i odwzajemniła uśmiech. Po raz pierwszy od dawna była naprawdę szczęśliwa.
- Spodziewałam się tutaj komitetu powitalnego. Przyjechałeś sam? – zapytała.
- Tak, nikt nic nie wie, że przyjeżdżasz. Muszę z Tobą poważnie porozmawiać. – wziął jej rzeczy i udał się w stronę parkingu.
***
Droga do Mystic Falls przebiegała bardzo spokojnie. Bonnie obserwowała okolice w blasku zachodzącego słońca. Nic się tutaj nie zmieniło. W końcu poczuła się spokojnie i jak w domu. Popatrzyła na Damona. Był bardzo skupiony prowadząc samochód. Zniknął ten luz, który był dla niego taki charakterystyczny. Odkąd został człowiekiem, jego charakter uległ pewnym zmianom, nie był już tym samym Damonem co kiedyś. Zaczęła mu się przyglądać, a on to zauważył.
- To o czym chciałeś ze mną porozmawiać? Wiem, że długo się nie odzywałam, ale wiesz. Rozmowy międzykontynentalne są bardzo drogie. – zaśmiała się próbując rozładować dziwnie napiętą atmosferę.
- Elena była w ciąży. – powiedział lekko podłamanym głosem.
- Naprawdę?! To super, gratuluję wam. – była naprawdę szczęśliwa z ich powodu. Potrzebowała dobrych wieści.
- Nie słyszałaś? Była w ciąży, poroniła dwa miesiące temu. – chwila szczęścia, którą Bonnie poczuła prysła jak bańka mydlana. Nie tylko ona przechodziła trudny okres.
- Bardzo mi przykro. Dlaczego nic mi nie powiedzieliście? Przyjechałabym wcześniej, bo prawdę mówiąc trochę męczą mnie już te podróże.
- Elena się uparła, żeby nie przerywać Ci wakacji. Bardzo to przeżywa. Lekarze mówią, że mało są szanse na to, że kiedyś będziemy mogli mieć dzieci. – Damon nie patrzył na Bonnie, ale była pewna, że dostrzegła w odbiciu w szybie łzy w jego oczach. To musiała być ciężka sytuacja dla nich obojga. Nie wiedziała, co ma powiedzieć, więc postanowiła milczeć.
- Mam prośbę do Ciebie. Nie wspominaj przy Elenie o tym, że wiesz. Nie chcę, by czuła się nieswojo. – poprosił Damon, a Bonnie przytaknęła.
- Ale wiesz, są też dobre wieści. Szkoła Rica działa dobrze, mają kilka dzieciaków na stanie, a moja fucha też ma się dobrze. – powiedział.
- Fucha? Założyłeś własną firmę? – zapytała. Widok Damona w garniturze jako szefa mijała się z jej wyobrażeniem o nim.
- Grill podupadał, więc go kupiłem. – jego spojrzenie się zmieniło. Było żywe i roześmiane, damonowe. Czuła, że jest blisko swojego miejsca.
***
Podjazd pensjonatu nie zmienił się ani trochę, chociaż Bonnie czuła się tutaj inaczej. Jakby tętniło tutaj życie. Salon wyglądał już trochę inaczej, meble były poprzestawiane, a niektórych nie było wcale. Zajrzała cicho do biblioteki. Caroline siedziała wśród papierów, a Elena w fotelu pijąc coś z filiżanki. Nie zauważyły przybycia Bonnie.
- Mam dość już tej papierkowej roboty. Śmierć mnie przy niej zastanie. – jęknęła Caroline, nie zmieniła się ani trochę, wciąż ten sam ubiór i ta sama fryzura. Jako jedyna pozostała wampirem, więc się nie starzała ani nie zmieniała.
- Nie możesz umrzeć Caroline, jesteś nieśmiertelna. – zaśmiała się Elena. Bonnie tęskniła za dźwiękiem jej głosu, jej włosy były o wiele krótsze niż w momencie, kiedy widziały się ostatni raz, tuż przed wyjazdem Bonnie.
- Wierz mi w takich chwilach wolałabym być śmiertelna. – odpowiedziała jej blondynka.
- Myślałam, że to uwielbiasz. – czarownica postanowiła się w końcu odezwać, gdyż pewnie przez długi czas żadna z nich nie zauważyłaby jej obecności.
- Bonnie!!! Wróciłaś!!! – obie zerwały się ze swoich miejsc i rzuciły się jej w ramiona.
- Dlaczego nic nam nie powiedziałaś, że przyjeżdżasz? Zorganizowałybyśmy wielką imprezę na twoją cześć. – powiedziała wampirzyca. Typowa Caroline.
- Nie wiedziałam, że Damon nic wam nie powiedział o moim przyjeździe. – zaśmiała się Bonnie i mocno przytuliła obie. Tęskniła za nimi.
***
Trzy kobiety siedziały w bibliotece i rozmawiały przy herbacie i krwi z woreczka. Oglądały zdjęcia z podróży Bonnie, chociaż nie było ich za wiele. Nie miała ochoty na bieganie z aparatem. Dużo więcej zdjęć zrobiła podczas wycieczki do Paryża razem z Enzo. Elena zachwycała się właśnie zamkiem, który Bonnie odwiedziła w Szkocji.
- Na jak długo zostajesz? – zapytała Caroline. – Mamy dużo do nadrobienia. Musimy Ci opowiedzieć o wszystkim, o szkole, o barze Damona. Tyle się tutaj działo i u Ciebie na pewno też.
- Nie wiem, na jak długo zostanę. Mam kilka spraw do załatwienia. – powiedziała Bonnie. W tym czasie do pokoju wszedł Ric w towarzystwie swoich córek i trójki innych dzieci.
- Bonnie wróciłaś. – Ric mocno ją przytulił, a po chwili został zastąpiony przez bliźniaczki, które krzyczały jedna przez drugą i rzucały się Bonnie na szyję.
- Ale urosłyście. – powiedziała czarownica głaskając obie dziewczynki po głowie.
- Bonnie poznaj naszych podopiecznych. To jest Robin, a to Jennie. – Caroline wskazała na dwoje młodszych dzieci.
– A to jest Kalsey. – pokazała najstarszą dziewczynę o ciemnej karnacji, która miała szesnaście, może siedemnaście lat.
- Dobrze dzieci, idźcie do swoich pokoi. Kolacja za półtorej godziny. Macie teraz czas dla siebie. – powiedział Ric i wyszedł razem z nimi z pomieszczenia.
- Musisz zostać jeszcze kilka tygodni, do wesela Matta. – Elena uśmiechnęła się.
- Wesela Matta? Dlaczego ja nic o nim nie wiem? - Bonnie była zdziwiona. Ukrywali przed nią nie tylko te złe informacje, ale również i te dobre.
- Nie poznałaś Molly. Spotyka się z Mattem od kilku miesięcy. Zaliczyli wpadkę jednak i pobierają się ze względu na dziecko. – opowiedziała jej wampirzyca, która jak zawsze była pełna entuzjazmu. Dopiero teraz Bonnie przyjrzała się jej dłoniom. Nie nosiła już obrączki, ani pierścionka zaręczynowego.
- Oczywiście, że zostanę na wesele. Chcę być częścią szczęścia Matta. – czarownica była szczęśliwa, że choć jemu ułożyło się życie.
- Musimy Ci znaleźć osobę towarzyszącą. Nie możesz się bawić na weselu sama. – powiedziała Elena. Była bardzo zachwycona perspektywą zbliżającej się imprezy, bardziej niż Caroline.
- To nie jest konieczne. Mogę pójść sama, mam wprawę w tym. – powiedziała trochę kąśliwie patrząc na wampirzyce.
- To nie wchodzi w grę. Na komendzie Matta pracuje ten przystojniak, jak on miał na imię? Chyba Ian. I z tego co nam wiadomo jest wolny. – Elena wprost promieniała, co było do niej niepodobne. To działka Caroline.
- Nie jestem zainteresowana. Mogę pójść sama.
- Daj spokój Bonnie. Facet jest naprawdę świetny. Jestem pewna, że znajdziecie wspólny język i jest duszą towarzystwa. Ile możesz być w żałobie po Enzo? Chyba czas ruszyć dalej. – Elena dalej szła w zaparte, a Bonnie przestała się ta rozmowa podobać.
- Nie chcę się na razie z nikim spotykać. Nie czuję się jeszcze gotowa.
- Byłam przekonana, że przywieziesz z Europy jakiegoś kawalera. Tamtejsi faceci są bardziej otwarci niż tutejsi. – czarownica nie poznawała swojej przyjaciółki, która nigdy nie bawiła się w swatkę.
- Eleno, skończ już temat. – upomniała ją Caroline.
- Bonnie, ja wiem, że byłaś z Enzo blisko i dotknęła Cię jego śmierć, ale czas leczy rany. Nie możesz całe życie być sama, a my chcemy Ci pomóc.
- Ale ja nie chce pomocy. Sama muszę się z tym uporać. Nawet jeśli miałoby to zająć rok, dwa albo i dziesięć. Nie szukajcie mi faceta na siłę. – Bonnie miała nadzieje, że ten argument dotarł do Eleny. Ach, nadzieja matką głupich.
- Ale my chcemy byś była szczęśliwa. Jeśli Enzo Cię kochał to chciałby tego dla Ciebie, Stefan chciał tego dla nas wszystkich. – to już było zbyt wiele dla Bonnie, biorąc pod uwagę argument, którego użyła Elena.
- Przestań już!!! – wybuchła czarownica. – Traktujesz Stefana jak bohatera, ale dla mnie nim nie był. Nie szukam na razie nikogo do pary, bo tęsknie za Enzo. Kiedyś byłaś zgodna z moim zdaniem, czego teraz tego nie przyjmujesz do wiadomości.
W pokoju zapanowała niezręczna cisza. Bonnie była w szoku, jak bardzo Elena zmieniła się od kiedy obudziła się ze śpiączki. Musiała wyjść z tego pokoju. Na szczęście napatoczył się Damon, któremu Bonnie zabrała kluczyki do samochodu. Łzy płynęły jej po policzkach. Nie tak wyobrażała sobie swoje ponowne spotkanie z przyjaciółmi. Przeprosi Elenę, ale później teraz musiała odetchnąć, a znała tylko jedno miejsce, gdzie mogła być sobą. Tu było tak obco, nie czuła się jak w domu.

Dajcie znać, czy wam się podobało czy nie w komentarzach
http://vampirediaries.pl/forum/komentarze-do-opowiadan/16-my-bucket-list-life-komentarze
26 marzec 2017 o 15:30:55 - (1230 dni temu)
Dabien
Świeżak



Posty: 30
Dołączył(a): 6 maj 2016
Litry krwi: 870

I AM In Home Now

Szarówka na dworze i łzy w oczach utrudniały Bonnie jazdę. Trzęsły jej się ręce, nie mogła się uspokoić. Nie tak wyobrażała sobie powrót do domu, ponowne spotkanie z przyjaciółmi, nie zakończone wielką awanturą. Elena nie była sobą, żadna z nich nie była sobą. Miała żal, że jej przyjaciółka nie była w stanie jej zrozumieć, zwłaszcza, że kiedy ona i Damon trafili do Więziennego Świata, sama odstawiała niezłe cyrki z magicznymi narkotykami i usuwaniem pamięci. Musiała jej wybaczyć, zrozumieć, straciła dziecko, był to dla niej ogromny stres. Porozmawia z nią jutro, miała nadzieję, że Elena dalej ma słabość do czekoladowych lodów. Teraz musiała się stąd wydostać, dusiła się tutaj. Słusznie przewidziała, że ten dzień będzie najgorszy, musiała przeżyć go sama, bez wsparcia kogokolwiek, ani Damona, ani Caroline przy niej nie było. Enzo nie został nigdzie pochowany, nie miał pogrzebu, tylko krótkie pożegnanie z jej strony, kiedy jej matka paliła jego zwłoki. Nie mogła zapalić świeczki na jego grobie. Było tylko jedno miejsce, gdzie mogła uczcić jego pamięć. Trasę znała na pamięć, im bliżej celu była, tym bardziej się uspokajała. Leśna droga była błotnista, z trudem manewrowała samochodem. Robiło się ciemno, ale było na tyle jasno, by mogła dostrzec zarys małego domku. Trzymał się jeszcze, choć dach zapadł się zupełnie do środka i sterczały gołe bele, a osmolone i miejscami przepalone ściany zaczęły gnić. Mimo obrazu nędzy i rozpaczy, był to najpiękniejszy widok dla Bonnie jaki miała od wielu tygodni, pełen jednych z najlepszych wspomnień jakie miała. Miejsce, które było świadkiem rodzącego się uczucia pomiędzy nią a Enzo. Drzwi zaskrzypiały, kiedy je otwierała, choć ledwo trzymały się zawiasów. Rozpoznawała meble, choć pozostały tylko metalowe szkielety krzeseł, nie było już zupełnie stołu ani szafek w kuchni. W najlepszym stanie była kanapa, która była tylko nadpalona z jednej strony oraz kominek. Kucnęła przed nim i zaczęła rozpalać ogień. Po trzech latach miała już dużą wprawę. Wyciągnęła zmarznięte dłonie, by je ogrzać. Podłoga zaskrzypiała gdzieś za jej plecami, ale nie odwróciła głowy. Nie musiała, wiedziała, że to Enzo. Poczuła, jak odgarnia jej włosy i całuje szyję.
- Cześć. – powiedziała nieśmiało i spojrzała na niego. Ogień oświetlał jego twarz, a płomyki tańczyły w jego oczach. Przysunął się do niej i złożył delikatny pocałunek na jej ustach.
- Witaj kochana. – oparł swoje czoło o jej. Brakowało jej tego, jego obecności, ciepła, dotyku, tych drobnych gestów, które wykonywał wobec niej, tak charakterystyczne dla niego.
- Nie dałaś mi nawet tygodnia, bym mógł za Tobą zatęsknić.
Kłótnia z Eleną, zmęczenie podróżą, to wszystko odeszło na dalszy plan, korzystała z tego, co ta chwila jej oferowała. Nie zaprzątała sobie głowy niepotrzebnymi myślami. Wszystko, co miało w tym momencie znaczenie to Ona i On.
***
Nie wiedziała ile czasu minęło. Wiedziała tylko, że na dworze zrobiło się zupełnie ciemno, a las ożył. Słyszała sowy i inne ptaki, których nie umiała rozpoznać oraz dźwięk palonego drewna w kominku. Siedziała obok Enzo na zapadniętej z jednej strony kanapie, z głową opartą o jego ramię, a on ogrzewał jej dłonie swoimi. Nie wiedziała, jak to działa, że jego ciało dalej emanowało ciepłem, tak jakby dalej żył, jakby jego śmierć z rąk Stefana nie miała miejsca.
- Dość szybko wróciłaś ze Szkocji. – przerwał w końcu ciszę. – Coś musiało się stać.
- Żałuję powrotu tutaj. To nie jest Mystic Falls, które znałam, wszystko jest inne, Elena jest inna.
- Życie to nieustanne zmiany. Sama się zmieniłaś, z każdym dniem jesteś silniejsza. Nie wymagaj od innych, by pozostali tacy sami.
Nie wiedziała jak ma odpowiedzieć na jego słowa, nie miała też siły rozmyślać nad nimi. Zaprzątało jej głowę coś innego.
- Dlaczego powiedziałeś, że nie dałam Ci nawet tygodnia? Minęło dwa miesiące, odkąd wiedzieliśmy się ostatni raz.
Nie musiał jej odpowiadać, prawda sama do niej dotarła.
- Nie odczuwasz tego. Upływu czasu. Tracisz rachubę.
- To jedyna dobra rzecz w tym, że nie żyjesz. Pomaga to przetrwać wieczność. Tylko, kiedy jestem przy Tobie mam jakąś orientacje. Właśnie dlatego chciałem, byś dalej żyła. Okres, który dla Ciebie będzie całym życiem, dla mnie będzie dosłownie chwilą. Jestem w stanie poczekać na Ciebie.
- Ale ja nie jestem. Cholernie tęsknie i to mnie zabija. Nawet przyjaciele nie są w stanie mnie pocieszyć.
- O co pokłóciłaś się z Eleną?
- O Ciebie, o to, że nie chce ich ingerencji w moje życie uczuciowe.
- Martwi się o Ciebie. Nie chce, byś była samotna.
- Tym bardziej się tak czuję. Elena kiedyś mnie rozumiała, nawet jeśli nie akceptowała moich decyzji. Teraz czuję, jakbyśmy mówiły w różnych językach. Wiem, że przesadziłam ze swoją reakcją, ale wkurzyłam się, kiedy wyciągnęła argument ze Stefanem. – westchnęła. Była zmęczona, ale czuła, że jeśli mu się nie wygada to eksploduję z nadmiaru żalu.
- Co powiedziała?
- Mówiła, że Stefan chciał, byśmy wszyscy byli szczęśliwi. Ona ciągle postrzega go jako bohatera. Nadali szkole Rica i jednej z ulic jego nazwisko. Czekać tylko, aż przyznają mu order „ Zasłużony dla Mystic Falls”. Dla mnie nie zasłużył na te wszystkie tytuły. Był zwykłym mordercą, ale o tym widocznie wszyscy zapomnieli.
- Myślałem, że mu wybaczyłaś?
- Wybaczyłam, ale to nie znaczy, że zapomniałam. Odkupił swoje winy, ale ja będę go wielbić.
- Masz rację, nie zasłużył i nie chodzi o to, że mnie zabił. Chodzi o to, że to Ty stoczyłaś walkę z ogniem piekielnym, a także z samą sobą, ze swoimi słabościami. Ty na nie zasłużyłaś. - Enzo uderzył ją delikatnie palcem w nos, uśmiechając się przy tym.
- Nie zależy mi na zasługach, bo robiłam to co do mnie należało. Zawsze to robię. – odwzajemniła jego uśmiech.
- I dlatego jestem z Ciebie bardzo dumny. Mam najlepszą dziewczynę na świecie. – mocno ją przytulił.
- Wiesz jak bardzo Cie kocham.
- Wiem to. – odpowiedziała. Po raz pierwszy od dawna czuła się dobrze.
- Jest już późno, powinnaś wracać do domu. – powiedział do niej, choć tak naprawdę nie chciał, by odchodziła. One też tego nie chciała. Tu był jej dom, nie miejsce, a osoba.
- Ale ja jestem w domu, Enzo. Ty jesteś moim domem. Zawsze nim będziesz. Kocham Cię.
Dajcie znać, czy wam się podobało czy nie w komentarzach
http://vampirediaries.pl/forum/komentarze-do-opowiadan/16-my-bucket-list-life-komentarze
9 kwiecień 2017 o 19:53:09 - (1216 dni temu)
Dabien
Świeżak



Posty: 30
Dołączył(a): 6 maj 2016
Litry krwi: 870

Live and Let Die

Po raz pierwszy od dawna, gdy Bonnie się obudziła, poczuła się inaczej, lepiej. Po raz pierwszy od dawna nie czuła tego dziwnego ciężaru towarzyszącego jej od dokładnie roku i jednego dnia, od momentu śmierci Enzo. Po raz pierwszy od dawna nie żałowała, że dzień się zaczął.
Przeciągnęła się w łóżku, wypoczęta i zrelaksowana, i rozejrzała się po pokoju. Była to dawna sypialnia Damona, ale teraz zupełnie jej nie przypominała. Zniknęło wielkie łóżko, zastąpione przez cztery mniejsze, a większość mebli została wymieniona na szafki i biurka. Brzoskwiniowy kolor ścian ustąpił miejsca paskudnej zgniłej zieleni, który czynił pomieszczenie mniej przestronnym i wręcz depresyjnym. Oprócz niej nikt tutaj nie mieszkał, szkoła przygotowana była na większą ilość dzieci, a aktualnie przebywało tutaj tylko troje. Bonnie nie mogła wrócić do swojego rodzinnego domu, wynajęła go i teraz mieszkał tam ktoś inny, na szczęście Ric zaproponował jej, by została w szkole. Choć nigdzie się nie czuła tak dobrze, jak w chatce w lesie, u boku mężczyzny, którego kochała, gdzie było jej prawdziwe miejsce na Ziemi, to tutaj poczuła przypływ nowych sił, które pozwolą jej skonfrontować się z problemami. Zacznie od Eleny, od tego, że musi ją przeprosić, przesadziła ze swoim wybuchem złości. Musiały trzymać się razem, miały tylko siebie. Została jej raptem garstka bliskich, nie mogła sobie pozwolić na utratę kogokolwiek. Obiecały sobie kiedyś, że nic i nikt, a zwłaszcza facet ich nie rozdzieli, nie miała zamiaru tego zmieniać, ale najpierw musiała zrobić coś innego. Enzo podrzucił jej pomysł na to, co mogłaby umieścić na 50 miejscu swojej listy. Zaproponował, by odnowiła domek, w którym mieszkali razem w lesie. Kiedy znów będą razem, będzie tam tak jak dawniej, jak wtedy, kiedy się w sobie zakochiwali. Bardzo jej się spodobała jego sugestia, choć nie zamierzała rezygnować, że swojej koncepcji na zapełnienie tej pozycji. Najwyraźniej jej lista będzie zawierać 51 rzeczy do zrobienia przed śmiercią. Rozejrzała się po pokoju. Wszystkie jej rzeczy leżały na podłodze blisko łóżka. Torba i wielka walizka, jednak brakowało najważniejszego – małego, błyszczącego, srebrnego plecaczka z wyszytym buldożkiem francuskim, który kupiła sobie w Paryżu. Poprawka, Enzo kupił jej w Paryżu, choć nie był z tego zakupu zadowolony. Spacerowali razem po jakimś targu, kiedy dostrzegła ten plecak.
- Nie żartuj skarbie. Mogę Ci kupić każdą torebkę, jaka jest w Paryżu, a Ty wybierasz taką tandetę. Miej trochę gustu. – powiedział do niej z uśmiechem.
- Nie krytykuj moich wyborów. W końcu sam jesteś jednym z nich. A ten buldożek jest taki słodki. Zakochałam się w tym plecaku od pierwszego wejrzenia. – zaśmiała się, robiąc minkę.
- Myślałem, że to we mnie zakochałaś się od pierwszego wejrzenia.
- Nie, w Tobie zakochałam się od spojrzenia numer 2419. – Bonnie pocałowała go delikatnie w usta. Długo nie musiała go namawiać, zawsze prędzej czy później i tak jej ulegał. Plecak towarzyszył jej od tamtej pory we wszystkich podróżach, a teraz zniknął. Trzymała w nim wszystkie ważne rzeczy: dokumenty, listę oraz naszyjnik. Musiała go zdjąć, kiedy przebywała u czarownic, które nie chciały mieć nic wspólnego z wampirami. Za ich przyczyną w Szkocji nie było ich wcale. Udało jej się na szczęście przemycić go do ich domu, by czasem choć przez chwilę poczuć obecność Enzo, który wtedy się od niej zupełnie odciął. Możliwe, że zostawiła go w samochodzie Damona, którym dzień wcześniej pojechała do lasu. Musiała mu go oddać i porozmawiać z Eleną. Pokrzepiona nowymi siłami wstała z łóżka.
Była bardzo wczesna godzina, a na dole słychać było odgłosy krzątaniny. Bonnie pomyślała, że to zapewne Ric albo Caroline, którzy szykują coś dla swoich podopiecznych, dlatego była zdziwiona, gdy zobaczyła jedną z uczennic, w nocnej koszuli, przeszukującą półki w bibliotece. Miała ciemną skórę i kasztanowe włosy związane w niedbałą kitkę, była niskiego wzrostu, ledwo dostawała do wyższych półek z krzesła. To dźwięki jego przestawiania słyszała Bonnie. Dziewczyna miała chyba na imię Kalsey, o ile dobrze pamiętała i nie zauważyła jej przybycia.
- Szukasz czegoś? – zapytała czarownica. Dziewczyna wyraźnie się speszyła i odsunęła się od regału. Spojrzała w stronę schodów, rozważając ucieczkę, ale Bonnie zastąpiła jej drogę.
- Spokojnie, nie powiem nic Ricowi, ani Caroline. – uspokoiła ją.
- Szukam swojego telefonu, Caroline mi go zabrała, a chciałam tylko porozmawiać z moim chłopakiem i odłożyć go na miejsce, ale zmieniła kryjówkę. Chyba odkryła, że czasem go zabieram.– odpowiedziała dziewczyna nieco zapeszona.
- Weź mój, zadzwoń, może gdzieś się odezwie. – podała jej swoją komórkę, którą Kalsey nieśmiało wzięła. Po chwili zza jednego z wazonów zabrzmiała melodia. Bonnie doskonale znała ten utwór. „Live and Let Die” Guns and Roses.
- Jesteś obrazą dla wszystkiego, co kiedykolwiek stworzył Slash – z tyłu głowy zabrzmiał głos Enzo. Przypomniała sobie jeden z dni, które spędzali wspólnie w ich ulubiony sposób – grając na gitarze.
- Nie wymagaj ode mnie, bym dorównywała poziomem Gunsom. – powiedziała oburzona. Wampir wziął od niej gitarę i zagrał bezbłędnie kilka akordów tego utworu. Była pełna podziwu dla niego, potrafił zagrać piosenkę bez znajomości jego chwytów, ani nut, a kawałki Gunsów znał na pamięć. Był to jego ulubiony zespół. Choć sama nie przepadała za mocnym brzmieniem, to często do nich wracała.
- To nie jest wcale takie trudne. Tylko się skup. – dopingował ją. Miał do niej naprawdę dużo cierpliwości i dalej wierzył, że da się coś zrobić z jej brakiem talentu.
- Raczej nie będę takim mistrzem gitary jak Slash. Bardzo daleko mi do niego.
- Naprawdę? Brakuję Ci tylko cylindra i papierosa, a wyglądałabyś jak jego sobowtór. – zaśmiał się Enzo i pocałował ją w skroń.
Wspomnienie urwało się w momencie, kiedy Kalsey wyłączyła sygnał w telefonie. Zapanowała cisza, trochę nieznośna dla Bonnie. Muzyka ciągle jej się z nim kojarzyła, przywoływała w jej pamięci te piękne chwile, jednocześnie kując jej serce, że one nie powrócą. Ile czasu minie, zanim znów zagrają razem na gitarze. Postanowiła się odezwać.
- Dlaczego Caroline chowa Ci telefon? – zapytała.
- Według niej nie jestem skupiona i kontakt z dawnymi znajomymi mnie rozprasza. Nie dostanę go z powrotem, dopóki nie zacznę robić postępów.
- A co jest nie tak z twoją mocą? - Bonnie przysiadła na kanapie, dając dziewczynie znak ręką, by usiadła obok.
- Nie panuje nad nią, kiedy jestem zdenerwowana lub zła. Raz podpaliłam włosy nauczycielce chemii podczas lekcji. Na szczęście zwalili to na nieudany eksperyment. - była zawstydzona swoim występkiem, chociaż to, co się stało, było najnormalniejszą rzeczą dla nowicjuszy.
- Nie masz czym się przejmować. Jak ja zaczynałam, to oblałam wodą dziewczynę, która była dla mnie wredna, a potem podpaliłam samochód przy setce osób.
- Też jesteś czarownicą? - zapytała Kalsey.
- Jestem, ale przez dłuższy czas nie miałam mocy. - nie chciała wracać do czasów, kiedy była najbardziej bezużyteczną osobą na świecie, która nie mogła uratować swoich bliskich.
- Czym się teraz zajmujecie? - zapytała, by dłużej o tym nie rozmyślać.
- Odczytywaniem aury. Po tym można odczytać osobowość, a nawet zamiary danej osoby.
- Tylko ludzie i czarownice emanują aurą, wampiry czy wilkołaki zawsze mają mroczną aurę, ze względu na ich naturę, czujesz niepokój w ich obecności. Jak chcesz, to możemy spróbować. Ty odczytasz moją, a ja twoją. Dawno tego nie robiłam.
- Dlaczego?
- To nie jest szczególnie przydatna umiejętność, bardziej to forma zabawy.
- Naprawdę? Ric mówi, że to bardzo ważne.
- Jeśli macie problem z mocą, to każda drobne ćwiczenie jest dobre i pomaga. - nie chciała podważać kompetencji Rica.
- Złap mnie za ręce, zrelaksuj się i otwórz dla mnie umysł.- powiedziała do dziewczyny, a po chwilę wniknęła do jej umysłu.
- Jesteś niepewna siebie. Potężna mocną, która jest przesiąknięta strachem. Boisz się jej, choć jesteś gotowa je przyjąć. - powiedziała do dziewczyny, otwierając oczy.
- To naprawdę jest takie proste?
- To jest takie proste. Magia jest prosta. Wystarczy tylko trochę wiary i samokontroli. - wyciągnęła ręce w jej stronę. - Teraz Ty spróbuj.
Kalsey złapała jej dłonie, zamknęła oczy i wzięła głęboki oddech. Przez chwilę nie działo się nic, kiedy nagle dziewczyna z krzykiem odsunęła się od Bonnie, a z jej oczu ciekły łzy.
- Co się stało? - zapytała czarownica.
- Widziałam mrok w twojej głowie. Tyle śmierci, bólu i tęsknoty. - wyszeptała Kalsey, a po czym dodała po chwili. - Człowiek jest w stanie przeżyć tyle cierpienia w swoim życiu?
Bonnie nic nie powiedziała, tylko skinęła delikatnie głową.
***
Siedziały obok siebie w zupełnej ciszy przez dłuższy moment. Kalsey podwinęła nogi pod brodę i objęła je rękami. Bonnie patrzyła na swoje dłonie. Powinna jechać, odwieźć Damonowi samochód i porozmawiać z Eleną, ale czuła dziwną niemoc, pozwoliła dziewczynie zajrzeć do swoich myśli i obciążyć ją ciężarem, który sama dźwigała. Ostatecznie nastolatka się odezwała.
- Dlaczego Ty nasz nie uczysz? – zapytała cicho. Czarownica spojrzała na nią, ale nie powiedziała ani słowa.
- Mogłabyś nas więcej nauczyć niż Alaric. On zna magię tylko teoretycznie, a my potrzebujemy kogoś, kto nam pokaże, jak się to wszystko robi.
- Nie zostaję zbyt długo w Mystic Falls, wkrótce znowu wyjeżdżam z miasta. Zresztą nie czuję takiej więzi z magią tak jak kiedyś. Zawiodła mnie, kiedy jej najbardziej potrzebowałam.
- To związane jest z bólem, który czujesz? – Bonnie kiwnęła głową. Nie czuła się gotowa, by się przed kimkolwiek otworzyć.
- Jak Ci się podoba tutaj? – zapytała, zmieniając temat.
- Może być, choć tęsknie za chłopakiem, za przyjaciółmi. Ric jest w porządku, pomaga nam, Jeremy również i jest taki słodki. Damon też jest spoko, ale Caroline twierdzi, że tylko nas demoralizuje i wpędzi w alkoholizm. Najgorzej jest z nią i Eleną.
- Dlaczego? – widocznie nie tylko ona zauważyła zmiany w zachowaniu Eleny, więc postanowiła pociągnąć dziewczynę za język, by dowiedzieć się, co się działo, kiedy jej tutaj nie było. Co do Caroline to nie musiała pytać. Zawsze była trudna w pożyciu.
- Caroline się rządzi i nie ma żadnego pojęcia o magii, a ciągle się odzywa. A Elena na początku była fajna, miła i w ogóle, a ostatnio zrobiła się dziwna. Zachowuje się jak cierpiętnica, która myśli, że w cierpieniu przebiła samego Jezusa, a każdemu coś się przytrafiło, inaczej nas by tutaj nie było.
- Co masz na myśli?
- Robin podpalił własną matkę, której spłonęła prawie cała skóra. A w obecności Jennie wybuchają zwierzęta. Do tej pory nie możemy doszorować okna, na którym gołąb zakończył swój żywot. Oni nie mają jeszcze dziesięciu lat. Ja nie znałam mojej matki, a tata pewnego dnia wyszedł z domu i nie wrócił. Trafiłam pod opiekę ciotki, która prowadziła na mnie magiczne eksperymenty. Trzy miesiące temu mnie od niej zabrali. – Kalsey spuściła wzrok na swoje stopy, jakby się czegoś wstydziła, najwidoczniej tego, co powiedziała później. – Nie lubię ludzi, którzy myślą, że cierpią bardziej od innych, bo to dotyka każdego bez wyjątku, tylko każdy inaczej je znosi.
Bonnie nieśmiało się do niej uśmiechnęła. Była pełna podziwu, że już w takim młodym wieku rozumiała tak wiele rzeczy.
- Dlatego polubiłam Cię. Nie afiszujesz się z tym, co Cię przytłacza, ale pomagasz innym zwalczyć ich… - jej wypowiedź przerwał dźwięk zamykanych drzwi, a po chwili w salonie pojawił się Damon, w ręce trzymając jej plecak.
- Płonące gatki, zostawisz mnie i Bonnie na chwilę samych. – powiedział stanowczo w stylu dawnego Damona. Kalsey spłoszona, wstała i odeszła w stronę schodów.
- Co Ty tutaj robisz? – zapytała Bonnie.
- Przyjechałem po swój samochód, który wczoraj bezczelnie mi ukradłaś, bardzo się wprawiłaś w kradzieżach.
- Miałam zaraz przyjechać, oddać go i porozmawiać z Eleną.
- Wyjaśnisz mi może, co to jest? – podniósł dłoń, w której trzymał jej listę.
- Zwykła kartka papieru z paroma krajami, które chce odwiedzić, nic wielkiego. – odpowiedziała.
- Nie jestem głupi Bonnie, za dobrze znam Ciebie oraz Enzo. Pewnie powiedział Ci, że kiedyś w celi spisał palcem na kurzu wszystkie rzeczy, które zrobi, kiedy się tylko wydostanie, kwitując to krótki „Potem mogę umierać”. – Bonnie pokręciła przecząco głową, choć kłamała. Enzo opowiedział jej o tej sytuacji.
- Powiedz mi tylko, że to nie to, co myślę. – zapytał, ale jej milczenie tylko go potwierdzało w jego przekonaniu.
- Czyli jednak.
- Powinnam Cię przeprosić. – powiedziała po chwili ciszy Bonnie.
- Nie zmieniaj tematu. – przerwał jej Damon.
- Nie zmieniam. Powinnam przeprosić, bo … - starała się znaleźć odpowiednie słowa. – Nie powinnam oceniać Cię za to, że wolałeś poczekać na Elenę. Zrozumiałam to, gdy sama znalazłam się w takiej sytuacji, bez człowieka, którego kocham. Bo bez niektórych ludzi nie da się żyć, bo są niezastąpieni.
Oczy zaszły jej łzami, które nie znajdowały ujścia pod powiekami. Przysiadła nad oparciu kanapy i przetarła dłonią twarz.
- Ja wtedy popełniłem błąd Bonnie, ale dało się go naprawić. Gdy Ty umrzesz, to będzie koniec.
- Wiem to, ale już podjęłam decyzję. Caroline i Ric mają szkołę i rodzinę, Ty i Elena swoją, a Matt swoją. Każdy ruszył dalej, a ja stoję. Nie mogę pozwolić, byście się mną przejmowali. – chciała się uśmiechnąć, ale wyszedł jej grymas, który wykrzywił jej twarz.
- Jesteś naszą przyjaciółką, jak mamy się Tobą nie przejmować. – powiedział do niej, ale Bonnie nawet na niego nie spojrzała.
- Nie próbowałaś go przywrócić do życia? Enzo?
- Myślisz, że nie próbowałam? To przeciwko naturze, przodkinie zawsze odcinają mnie od magii, gdy tylko próbowałam. – wykrzyczała, ale po chwili się uspokoiła.
- Twój brat też nie żyje. Dlaczego tak Ci zależy na przywróceniu Enzo?
- Myślisz, że nie próbowałem. Byłem z Riciem w Nowym Orleanie, jest tam czarownica Freya. Od niej wiem, że Stefan znalazł spokój. Przeszedł dalej. Nie ma szansy na powrót dla niego, ale jeśli Enzo… - zaczął.
- Właśnie, Enzo nie znajdzie spokoju, bo ja jestem jego spokojem. Utknął w wymiarze, który stworzyłam, dopóki nie umrę. Więc zrozum, nie robię tego dla siebie, ale też dla niego. Zasłużył na to, bardziej niż ktokolwiek inny. – otarła łzy z oczy, które w końcu znalazły ujście. Damon usiadł obok niej.
- Nie popełniaj mojego błędu Bonnie…
- Damon, proszę Cię. – próbowała mu przerwać.
- Nie popełniaj mojego błędu i nie odchodź bez pożegnania. Powiedz innym, co planujesz, może łatwiej przyjdzie im zaakceptowanie twojego wyboru. Oboje wiemy, że głupia kartka papieru nie załatwi sprawy, tak jak szczera rozmowa. – podał jej kartkę z listą i odszedł.

Dajcie znać, czy wam się podobało czy nie w komentarzach
http://vampirediaries.pl/forum/komentarze-do-opowiadan/16-my-bucket-list-life-komentarze
30 kwiecień 2017 o 18:57:40 - (1195 dni temu)
Dabien
Świeżak



Posty: 30
Dołączył(a): 6 maj 2016
Litry krwi: 870

I regret
Bonnie wpatrywała się w drzwi, za którymi kilka minut temu zniknął Damon, usiłowała przetrawić jego słowa. Czy dał jej właśnie pozwolenie na śmierć? Kimkolwiek był Damon, czy człowiekiem, czy wampirem, czy jej przyjacielem, czy wrogiem, nigdy nie pozwolił jej umrzeć. Oboje byli w tej samej sytuacji, ale on miał racje. Kiedy umrze, to będzie koniec. Zrezygnuje z przyjaciół i życia dla Enzo. Wcześniej była pewna, czyżby teraz miała wątpliwości?

Była tak zajęta własnymi myślami, że nie zauważyła czyjejś obecności. Stała za nią Kalsey, wyraźnie zmieszana, że została przyłapana na podsłuchiwaniu. Miała bose stopy, więc nie usłyszała jak przyszła.
- Więc to prawda, co zobaczyłam w twojej głowie? Dlatego nie możesz nas uczyć, bo zamierzasz się zabić. – Bonnie dostrzegła w jej oczach zawód. Właśnie przestała być taka cudowna w jej mniemaniu.
- Jesteś jeszcze za młoda, by to zrozumieć. – powiedziała do dziewczyny i złapała kurtkę, by wyjść z domu.
- Słyszałam dużo o Tobie. Silna, nieustraszona, zawsze gotowa by nieść pomoc innym. Osiągnęłaś tyle, bo nigdy się nie poddałaś. Dlaczego chcesz właśnie teraz? Zwłaszcza że chodzi o twoją miłość. – wzrok Kalsey był pełen oskarżeń pod jej adresem, ale Bonnie nie miała zamiaru udawać kogoś, kim nie jest. Była człowiekiem, miała prawo do błędów i słabości.
- Nie poddałam się. Szukałam sposobu przez te wszystkie miesiące od śmierci mojego chłopaka. Przywracanie kogoś do życia to gwałt na naturze. Poniosłam kiedyś tego konsekwencje. Ale się nie poddałam. Nie po to dawałam się poniżać tym szkockim szmaciarom. Chodzi o to, że żadna czarownica mi nie pomoże. – odpowiedziała Bonnie, opierając się o kanapę. Była już zmęczona swoją bezsilnością. Zauważyła jednak, że Kalsey jest wyraźnie zaciekawiona.
- Może nie szukałaś tam, gdzie trzeba. – powiedziała cicho dziewczyna, trochę niepewnie, jak bała się tego, co powie.
- Co masz na myśli? – zapytała Bonnie wyraźnie zaciekawiona.
- Nie co, tylko kogo. – Kalsey zawahała się. – Moją ciotkę Tamaris.
***
Podjechała pod dom Eleny i Damona, który stał na miejscu rodzinnego domu Gilbertów. Caroline w jednym mailu napisała jej, że odnawiają dom. Wyglądał podobnie do poprzedniego, z tą różnicą, że nie był jeszcze wykończony na zewnątrz. Zastanawiała, czy taki sam jest wewnątrz, jak kiedyś. Spędziła w tym domu dużo czasu w tym domu, wiązała z nim wiele pozytywnych wspomnień i żałowała, że spłonął. Stanęła przed drzwiami i zawahała się. Nie przemyślała sobie, co powie Elenie, nie ułożyła żadnej mowy, a bała się spontaniczności. Sytuacja była delikatna, od tej rozmowy zależała jej przyjaźń z nią. Nie miała czasu zbyt długo się zastanawiać, bo zaraz drzwi się otworzyły, a w progu stanęła Elena. Obie były zdziwione na swój widok.
- Co ty tutaj robisz? – zapytała Elena.
- Muszę z Tobą porozmawiać. Mogę wejść? – zapytała, próbując wejść do środka, ale Elena zastąpiła jej drogę.
- Nie możesz, wychodzę właśnie. – powiedziała, wypychając ją za drzwi.
- Proszę, tylko 5 minut. – podniosła rękę w geście pojednania. Elena spojrzała chwilę na nią, po czym odsunęła się od drzwi, wpuszczając ją do środka. Bonnie rozejrzała się po wnętrzu. Mocno różniło się od pierwotnego domu Gilbertów, inny wystrój, bardziej chłodny i dystyngowany, a mniej rodzinny, a miejscami nawet niewykończony. Widać, że bardzo szybko chcieli się tutaj wprowadzić. Elena zaprowadziła ją do kuchni, a Bonnie od razu poczuła zapach świeżej farby, który był bardzo nieprzyjemny i bardzo ostry. Rozejrzała się, ale nie znalazła niczego, na czym mogłaby usiąść, więc postanowiła stać.
- O czym chciałaś porozmawiać? Od razu mówię, mam mało czasu, muszę wyjść. – powiedziała Elena, zakładając apaszkę na szyję. Bonnie przyjrzała jej się dokładnie, miała krótsze włosy, a twarz bardziej pucowatą i dalej wyglądała jak nastolatka, w przeciwieństwie do Bonnie, która przy niej czuła się dziwnie staro. Czekać tylko, aż zacznie używać kremu na zmarszczki z reniferowego sadła, który dostała w Szwecji. Po chwili zauważyła, że twarz jej rozmówczyni jest zirytowana, a Bonnie przyłapała się na tym, że analizuje wygląd Eleny, zamiast robić to, po co tu przyszła.
- Muszę Cię przeprosić za mój wczorajszy wybuch złości. – zaczęła mówić, ale gdy nie zauważyła żadnej reakcji na jej twarzy, kontynuowała.
- Nie powinnam była reagować w ten sposób, ale nie chcę, byście z Caroline ingerowały w moje życie. Jeszcze nie pogodziłam się ze śmiercią Enzo i potrzebuję więcej czasu niż inni, by ruszyć dalej. Nie jestem po prostu jeszcze na to gotowa. Ty, Caroline, Matt i inni jesteście moimi jedynymi bliski, których przez te wszystkie lata straciłam zbyt wielu, więc nie mogę sobie pozwolić na kolejne straty. Chce wracać tutaj i wiedzieć, że mam do kogo wracać.
Wpatrywała się w Elenę, która była wyraźnie zaskoczona, tym co od niej usłyszała. Otwierała i zamykała usta niczym wyciągnięta z wody ryba, usiłując znaleźć odpowiednie słowa. Bonnie czekała w napięciu, z każdą chwilą coraz bardziej się bojąc, co Elena chce jej powiedzieć. W końcu usłyszała:
- Żałuję... - cicho wypowiedziała Elena. Bonnie odetchnęła z ulgą.
- Wystraszyłaś mnie tym swoim milczeniem, ale nie ma co się za taką drobno... - zaczęła mówić czarownica, wyraźnie już zrelaksowana.
- Żałuję, że zgodziłam się poświęcić swoje życie dla Ciebie. – powiedziała Elena.
- Słucham? – powiedziała Bonnie, wyraźnie zdumiona.
- Pozwoliłam się uśpić, poświęcić pięć lat, które mogłam mieć z Damonem i innymi, byś Ty mogła mieć wartościowe życie. A ty jak wykorzystujesz mój bezcenny dar. Chciałam, byś mogła mieć szczęśliwe ludzkie życie, mieć rodzinę, a Ty wolałaś się przez ten czas pieprzyć z wampirem, z Enzo, który próbował zniszczyć życie moje, Damona i Jeremiego, a najbardziej zniszczył życie Stefana. Ta gnida, ta wesz nie zasługiwała na to wszystko, co dostała od Ciebie, a teraz stałaś się taka jak on.
Bonnie nie kontrolowała swoich ruchów, podsyconych ostrymi słowami Eleny. Ból ręki uświadomił jej, że uderzyła ją w twarz, a jej usta wysyczały:
- Ty dziwko. Nie masz prawa mówić o nim takich rzeczy. Gdyby nie Enzo, Stefan by Cię zabił. Zginął, a Ty nawet nie jesteś w stanie okazać krzty wdzięczności. Zawsze myślisz tylko o sobie. Jesteś nawet gorsza od Katherine.
Elena odwróciła do niej twarz i zaczęła się śmiać. Przerażająco się śmiać. Bonnie dostrzegła wtedy jej wzrok, brązowe oczy, które jednak nie należały do niej. Czarownica je znała. Te same oczy wpatrywały się w nią, kiedy domku w Seattle ich właściciel przebił jej brzuch nożem.

-Kai.
Dajcie znać, czy wam się podobało czy nie w komentarzach
http://vampirediaries.pl/forum/komentarze-do-opowiadan/16-my-bucket-list-life-komentarze
14 maj 2017 o 15:34:00 - (1181 dni temu)
Dabien
Świeżak



Posty: 30
Dołączył(a): 6 maj 2016
Litry krwi: 870

Bonnie nie mogła uwierzyć w to, co widziała w tym momencie. To nie powinno się dziać, Kai powinien tkwić w więziennym świecie, a tymczasem jego wzrok wpatrywał się w nią. Miała coraz większy mętlik w głowie. Elena podeszła do niej i złapała ją za głowę. Bonnie mocno zamknęła oczy, a gdy po chwili ucisk zelżał, otworzyła je. Znajdowała się w jakiejś bibliotece, ale nie rozpoznawała tego miejsca, ale rozpoznała postać, która stała przed nią. Kai we własnej osobie.

- Bon Bon co za niespodzianka. – Kai zbliżył się do niej i rozłożył ręce, jakby chciał ją przytulić. Sparaliżowana dotychczas Bonnie odzyskała zdolność poruszania się. Cofnęła się kilka kroków i wyciągnęła przed siebie ręce.

- Stój, nie zbliżaj się do mnie. – wykrzyknęła. Dopiero teraz zauważyła, że trzymała w dłoni nóż. Nawet nie zarejestrowała, kiedy go złapała w kuchni Eleny.

- Daj spokój Bonster, nie bądź taka niedostępna. Stęskniłem się za Tobą.

- Jak to możliwe? Powinieneś gnić tam, gdzie Cię zostawiłam. – wyciągnęła nóż w jego stronę, chcąc go powstrzymać.

- Wciąż tutaj jestem, tylko Ty wpadłaś w odwiedziny. – uśmiechnął się czarownik.

- Co zrobiłeś Elenie? Gdzie ona jest? – Bonnie, choć była wściekła na przyjaciółkę, martwiła się o nią. Kai mógł z nią zrobić wszystko.

- Tam, gdzie ją zostawiliśmy. W kuchni. Nic jej nie jest, jeśli to Cię uspokoi. – Kai na chwilę stracił nią zainteresowanie i zaczął spacerować po pomieszczaniu. – Zaskoczyłaś mnie Bonnie. Zawsze byłem krok przed Tobą, a tym razem udało Ci się mnie przechytrzyć.

- O czym Ty mówisz?

- Spodziewałem się, że wyślesz mnie z powrotem do piekła. A Ty mnie zaskoczyłaś, wysyłając mnie tutaj. – dalej przyglądał się zdezorientowanej Bonnie. Nie rozumiała nic z jego bełkotu.

- Musiałem zostawić coś po sobie, by móc wrócić z piekła. A Ty załatwiasz mi bilet w jedną stronę do więzienia.

- Nie mogłam Ci pozwolić zostać. Jesteś tam, gdzie twoje miejsce.

- Jesteś zbyt moralna Bon Bon. Zawsze.

- Dlaczego to robisz? Dlaczego właśnie Elena?

- Pociąg do piekła na mnie czeka, więc nie miałem wyboru. Musiałem skorzystać z Eleny, gdyż Damon moje ciało puścił z dymem. Chyba wiesz, o co mi chodzi.

Nagle wszystko zaczęło do siebie pasować, cała układanka połączyła się w jedną całość. Każde pytanie znalazło odpowiedź, ale w głowie Bonnie pojawiły się kolejne. Dlaczego przeoczyła ten szczegół? Odpowiedź była tak blisko, tuż pod jej nosem, dlaczego po nią nie sięgnęła? Czy Enzo wiedział? Zapewne tak albo przynajmniej się domyślał. Dlaczego jej nie powiedział? Może bał się, że Bonnie znienawidzi własną matkę?

- Opętałeś Elenę? Masz natychmiast opuścić jej ciało. – wyciągnęła nóż przed siebie, przyjmując pozycję obronną.

- Nie opętałem. Co najwyżej pożyczam jej ciało, ale spokojnie, ona potem nie pamięta, co robiłem. – Kai spojrzał na nią lekceważąco. – Nie bądź taka zniesmaczona. Muszę grać kartami, jakie mi rozdałaś.

- Nie jesteś niepokonany Kai. Udało mi się zdjąć twoje zaklęcie, więc uda mi się usunąć Cię z głowy Eleny.

W tym momencie usłyszała śmiech czarownika, który przyprawił ją o gęsią skórkę.

- Naprawdę myślałaś, że to Ty zdjęłaś to zaklęcie? Głupiutka czarownica z Ciebie. Udało Ci się to zrobić, bo Ci na to pozwoliłem. Tkwiłbym tu do twojej śmierci, a tak jestem bliski powrotu do mojej ulubionej zabawy, jaką jest dręczenie Ciebie i twoich małych przyjaciół. Więc może ja jestem do pokonania, ale Ty nie jesteś tak silna, jak Ci się wydaje. Przegrałaś każde nasze starcie.

- Powstrzymam Cię, zrobię wszystko, byś tutaj pozostał, choćby za cenę własnej śmierci. – krzyknęła Bonnie z wściekłością. Obecność Kaia wyzwalała w niej najdziksze instynkty.

- Tak bardzo się prosisz o opuszczenie tego świata, chyba chcesz dołączyć do swojej wielkiej miłości w zaświatach. Ułatwię Ci to. Dwie pieczenie na jednym ogniu.

- To masz pecha. Krew bliźniaczek... - zaczęła Bonnie.

- Boniulku, nie było Cię jakiś czas, więc ominęło Cię kilka rewelacji. – przerwał jej Kai. – Caroline czasem zostawia swoje urocze małpki pod opieką cioci Eleny, kiedy szła się gzdzić z kimś. Nie ważne, ważne jest to, że raz Jo junior skaleczyła się rozbitą szklanką, więc skoro ich krew nie zadziała, to użyłaś swojej. A szkoda, z chęcią pozbyłbym się dzieci.

- Czekaj, to przez Ciebie Elena poroniła? – Bonnie szybko dodała dwa do dwóch.

- Poprawiłem błędy, które popełniłem za pierwszym razem. Potrafię się uczyć. Powinnaś mi dziękować.

- Dziękować za co? Zabiłeś dziecko moich przyjaciół. – krzyknęła Bonnie.

- Zrobiłem to dla Ciebie, Bonnie. Wiesz, jak Elena planowała nazwać swoje dziecko? Stefan. – tym Kai zamknął jej skutecznie usta.

- Siedzę w jej głowie, więc mam dostęp do jej myśli. Nawet przez chwilę nie pomyślała o innym imieniu. Stwierdziła, że to będzie uczczenie jego pamięci. Tak, Elena postanowiła dać swojemu dziecku imię mordercy twojego narzeczonego. Także wyświadczyłem Ci przysługę, bo gwarantuję Ci, że nie mogłabyś spojrzeć na to dziecko bez obrzydzenia.

- Jesteś potworem. – wysyczała Bonnie.

- Chyba nie większym niż Stefan, bo ja nie zabiłem ludzi, którzy na to nie zasłużyli.

- Dalej nim jesteś.

- Przyznaj się, że Cię to nie obeszło. To nie przykre, że Elena ma gdzieś to, co czujesz. Dalej stawia wyżej Stefana, zapominając o wszystkim, co dla niej zrobiłaś. Chyba temu nie zaprzeczysz? – Kai miał rację. Nie mogła temu zaprzeczyć. Tak bardzo cholernie miał rację. Odwróciła się od niego, gdy poczuła, że łzy zapiekły ją pod powiekami. Nie powinna mu ufać, Kai Parker był największym kłamcą i manipulatorem, ale z drugiej strony, nie miał powodu, by ją okłamywać. Żadne kłamstwo nie zraniłoby jej tak bardzo, jak ta prawda.

- Dam Ci radę Bonnie. – odwróciła się, słysząc jego głos.

- Wprawdzie spóźnioną, ale to wciąż rada. Trzeba było dać się wtedy zabić. Pozwolić, by pierwszą rzeczą, którą Elena zobaczyłaby po przebudzeniu to twoje małe, pęknięte, jeszcze bijące serduszko w zakrwawionej garści Stefana. Ty i ten twój kochaś Elliot...

- Enzo. – przerwała mu Bonnie.

- Jak zwał tak zwał. Wy mielibyście najpiękniejszy pogrzeb dla zmarłych razem kochanków, których nawet śmierć nie rozdzieli. To takie słodkie i tragiczne zarazem, ale tylko wtedy Elena zobaczyłaby potwora w Stefanie, bo śmierć Ernesta nie znaczyła dla niej zupełnie nic. Choć raz trzeba odpuścić sobie bohaterstwo i zostać męczennicą.

Cały ból ponownie wypełnił ciało Bonnie. Zacisnęła palce na rękojeści noża, by czuć, że nie odpływa. Dreszcze przechodziły ją po plecach. Czuła gorycz i musiała dać jej upust. Zamachnęła się i wbiła nóż w szyję Kaia. Krew trysnęła jej na twarz i dłonie, a przeraźliwy krzyk wypełnił pomieszczenie. Bonnie zamknęła mocno oczy, gdy krew zaczęła do nich napływać. Przetarła ręką oczy, które po chwili otworzyła. Biblioteka gdzieś zniknęła, za to pojawiła się z powrotem kuchnia i straszliwy obraz. Elena leżała na podłodze z nożem w szyi.


Dajcie znać, czy wam się podobało czy nie w komentarzach
http://vampirediaries.pl/forum/komentarze-do-opowiadan/16-my-bucket-list-life-komentarze


Dodaj odpowiedź:


Aktualnie Online
Aktualnie serwis przegląda 0 zalogowanych użytkowników, wśród nich są:
Brak zalogowanych.


Statystyki
Liczba użytkowników: 7493 ♥ Liczba tematów: 913 ● Liczba odpowiedzi: 22946 ● Nowy użytkownik: GabrielaCzemiel

Mój profil
Nazwa użytkownika:


Hasło:




Zarejestruj się | Zapomniałeś hasła?

Znajdź nas na Facebooku

Demotywatory
Demotywatory

Polecamy
angielski dla dziecinauka dla dzieci
samochody elektryczne
smieszne koty

Reklama



Powrót do góryKontaktCopyright © 2014-2020 VampireDiaries.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone
Ta strona używa ciasteczek (cookies) i innych technologii. Korzystając z niej wyrażasz zgodę na ich używanie i zarządzanie, zgodnie z ustawieniami przeglądarki.