Forum Vampire Diaries & The Originals

Lokalizacja: Forum > Opowiadania > We always Have a Bourbon... Salvatore
17 maj 2015 o 23:47:54 - (1909 dni temu)
sevendays
Wampir



Posty: 80
Dołączył(a): 2 paź 2014
Litry krwi: 12305

Białe piórko
Dla Adrii <3 za dedykację, za inspirację , za tytuł, za imię syna Hondaliera<3 Adria<3

PROLOG

Było ciemno, mgła spowijała cmentarz, ostatnie krople deszczu skapywały z drzew. Cisza otaczała wszystko dookoła. Bourbonn siedział na nagrobku gdzie zawsze siedzieli razem, niedaleko grobu jego rodziców, był mocno pijany. Zastanawiał się czy słuch go zawodzi czy faktycznie słyszy kroki na żwirowej ścieżce. Otumaniony alkoholem nie panował zbytnio nad sobą, łatwo wpadał w złość, matka zawsze powtarzała, że to po ojcu. Chciał ją przeprosić, powiedzieć jej, że mu zależy, że dla niej się zmieni. Spodziewał się, że się wróci, chciał tego, przyznał sam przed sobą, że bardzo tego chciał, tymczasem ku jego zdziwieniu stanął przed nim najbardziej psychopatyczny osobnik, jakiego kiedykolwiek znał, może wykluczając Klausa Mikaelsona. Przywitali się bez zbędnej kurtuazji.
- Kai.
- Bourbonn.
- Co cię sprowadza do tej dziury Mystic Falls?
- Mam układ do zaproponowania.
- Zgadzam się.
- Ale nawet nie powiedziałem o co chodzi.
- Twój plan na pewno jest szalony, lubię takie, dlatego od razu się zgodziłem – powiedział uśmiechając się pod nosem i dodał – A że ty? to ty… - nie dokończył, tylko wstał i skinął głową na odchodnym.
Dobrze wiedział, co chodzi Kaiowi po głowie. Chciał porwać wnuczkę szeryfa i wrobić w to Bourbonna, żeby w końcu dokonać obiecanej zemsty na jego ojcu za to, że podszedł go na ślubie jego siostry i zdekapitował. Nawet nie podejrzewał, co Kai chce mu zaoferować za współpracę.
Kai szukał zemsty na ojcu Bourbonna jeszcze długo po jego śmierci. Przywrócony do życia przez jego babkę Lily, w ramach podziękowania za sprowadzenie Klanu Sucharów z alternatywnego świata 1903r., zapłacił swoją cenę. Mógł wrócić do żywych, ale zupełnie pozbawiony mocy, jako zwykły człowiek. Kai nie zdradzał się z tym, że pragnie zemsty na ojcu Bourbonna. Myślał też, że Bourbonn nie zna tej historii z dekapitacją. Było jednak odwrotnie. Ale osoba Kaia była na tyle wartościowa dla Bourbonna, aby udawać idiotę w niewiedzy, ponieważ Kai szukał, od kiedy tylko przywrócono go do życia, możliwości, aby móc na powrót być sucharem - czyli wiedźmo-wampirem. W tym upatrywał również szansy dla siebie, Bourbonn. Liczył, że jeśli ten będzie z powrotem czarownikiem będzie w stanie odczynić zaklęcie ciotki BonBon co oczywiście pociągnie za sobą szansę dla Bourbona na bycie wampirem. Gdyby tylko odczynił zaklęcie! Plan, który właśnie zaświtał mu w głowie miał szanse na powodzenie. Ale czy był gotowy tyle poświęcić? Oczywiście, że tak. Był przecież synem swego ojca…był samolubny.

ROZDZIAŁ 1
Mystic Falls małe miasteczko gdzie wszystkie magiczne linie masakr dokonanych na niewinnych ofiarach łączą się. To tu wampiry, czarownicy i zwykli ludzie żyli obok siebie, z wyjątkiem tego, że ci ostatni nie wiedzieli o istnieniu tych pierwszych. To tu rozegrała się walka o miłość rodziców, o ich marzenia, z których miał w zwyczaju drwić Bourbonn. Bourbonn Salvatore drwił zarówno z tych historii jak i z całego swojego życia. Rodzice w przypływie szaleństwa zrezygnowali z życia jako wampiry i na powrót stali się ludźmi. Bourbonn nie mógł się temu nadziwić, co prawda dzięki temu on pojawił się na świecie, ale co to za życie. Kilka razy prosił już kuzyna Chandeliera o przemianę ten jednak wychowany w przekonaniach wuja Stefana nigdy by się na to nie zdobył. Wręcz kategorycznie odmawiał. Wuj Stefan gdyby się dowiedział o prośbach Bourbonna zapewne prędzej urwał by mu głowę jako rippahh, niż je spełnił. Rodzice umarli dawno temu, wypadek samochodowy na moście Wickery, cóż…tak to bywa jak się jest człowiekiem. Damon, ojciec Bourbonna na łożu śmierci kazał obiecać wujowi, że dopilnuje, aby jego syn nigdy nie stał się wampirem. Ociec lubił mawiać, że jest samolubny. Oto świetny tego przykład. Do tego wszystkiego matka chrzestna Bourbonna, po której odziedziczył końcówkę swojego imienia, Bonnie, już przed jego narodzinami odczyniła czary aby ten był zaklęty w ludzkiej postaci. Kiedy zmarła dożywając ledwo 40stki, matka Bourbonna obudziła się. Pobrali się z ojcem jeszcze tego samego dnia i tego samego jak domyślał się Bourbonn spłodzili i jego. Dorastał w ciepłym domu rodzinnym w Tribbece. Ojciec prowadził bar a matka była chirurgiem. Wszystko wg planu. Może za wyjątkiem tego, że matka zawsze chciała mieć bliźniaki, podobno zazdrościła przyszłej-byłej-niedoszłej żonie tego starego ramola i pijaka, Alarica, profesora historii z jego liceum. Był tak Satry, że chyba pamiętał dinozaury, ale wciąż żył i uczył. To kolejna zagadka, której Bourbonn nie był w stanie wyjaśnić. Tak samo jak tego, że szeryf też jeszcze żył i wychowywał wnuczkę po tym jak jego syna i synową zabrała nagła choroba. Bourbonn podejrzewał, że przenoszona drogą płciową. Stary szeryf nie przyznawał się sam przed sobą, ale wiadomo było nie od dziś, że jego syn lubi chłopców a częste delegacje sprawiały ku temu sposobność.
Po śmierci rodziców Bourbonn musiał przenieść się do MF do wuja Stefana, który był bardzo tym podekscytowany. Wuj utrzymywał bliskie stosunki z Klausem Mikaelsonem. Oczywistym było, że są sobie bliscy jednak nikt tego nie komentował na głos. Wuj zaczesywał włosy za ucho i uśmiechał się ukradkiem, kiedy tylko wspominano o Klausie.
Tak więc, historia zatoczyła koło i syn swojego ojca wrócił w miejsce gdzie ten się wychowywał, ale to nie bajka Bourbonna. Pragnął wydostać się z tego miejsca tak szybko jak to tylko możliwe. A liczył, że ostatecznie zrobi to w wampirzym tempie. Miasto skorumpowane było przez mafię, którą kierowała babka Bourbonna i jej Klan Sucharów. Ludzie zwykli mawiać „Bellamafia” gdyż kierowała nią kobieta. Bourbonnowi nigdy nie było dane poznać babki, która wyrzekła się swoich synów. Wcale się temu nie dziwił, że tak zrobiła. Też tak by postąpił jakby miał takich synów.
Na co dzień Bourbonn uczęszczał więc do Liceum W MF. Miał kilku znajomych. Nie miał facebooka, dlatego też liczba znajomości była niewielka. A że był przystojny panienki i tak same pchały mu się do wyra. Tyle wystarczyło. Miał też kilku znajomych nie z liceum. Między innymi znał Kaia, psychopatycznego byłego czarownika. Wuj Stefan nie wiedział o tej znajomości. I tak miało pozostać do czasu aż Kai przysłuży mu się złamaniem zaklęcia ciotki BonBon.




18 maj 2015 o 22:15:00 - (1908 dni temu)
sevendays
Wampir



Posty: 80
Dołączył(a): 2 paź 2014
Litry krwi: 12305

Białe piórko
ROZDZIAŁ 2
Do liceum w MF chodziły same głąby. Bourbonn nie lubił tam chodzić, pomimo, że uczył się całkiem, całkiem nauczyciele nie pokładali w nim nadzieii. Był zdolny, ale mu nie zależało. Wuj Stefan był zawiedziony faktem, że jego bratanek to wypisz wymaluj jego rodzony brat, jeśli chodzi o charakter. Bójki i rozróby były na porządku dziennym włączając w to oczywiście libacje alkoholowe. Do szkoły jednak uczęszczał dla świętego spokoju. Poznał tam wnuczkę szeryfa. Katherinę. Złożyło się tak, że mieli nawet razem zajęcia. Francuski i historię. Z czasem polubili się. Siedzieli obok siebie na zajęciach. A po zajęciach bywało, że upijali się razem na cmentarzu. Dziadek Kath nie pochwalał tej znajomości, był jednak na tyle stary, że dało radę go przechytrzyć. Mimo to, kiedy widywał chłopaka na ulicy wykrzykiwał za nim, że jego ojciec zrujnował mu życie i całemu MF. Bourbonn poniekąd, był z tego dumny. I pomimo wszelkich przeciwności Bourbonn i Katherin trzymali się razem, tacy BFF można by powiedzieć. Czasem Bourbonn zastanawiał się czy się nie przespać z Kath. Jednak zawsze skrupuły, że dziewczyna nosiła drugie imię po jego zmarłej matce dawały o sobie znać i odwodziły go od tego zamiaru. Katherina była bardzo atrakcyjną dziewczyną. Pociągała go seksualnie, nie ukrywał tego, ale nic więcej. Mieli momenty, owszem, jak np. ten przy lodówce w jej domu. Wrócili z joggingu, rozpadało się, zmoknięci wpadli do domu, Kath włączyła radio, nadawali Laurel –Fire breather.
https://www.youtube.com/watch?v=0YDSiF5HUHs
Sięgnęła do lodówki po wódkę i kiedy zamknęła drzwiczki Bourbonn stał tuż za nimi (taki syndrom doppelgangera ). Uśmiechnęła się, miała piękne niebieskie oczy, musiała przecisnąć się między lodówką a Bourbonnem. Liczyła, że go odepchnie, ale ten nawet nie drgnął. Przeciwnie, wręcz nastawał na nią. Patrzył tymi czarnymi oczami, a jego wzrok wędrował wszędzie po jej ciele. Dziewczyna zaczerwieniła się, miło mu było patrzeć, że takie emocje w niej wywołuje. Złapał ją za przedramię, podciągnął za udo i posadził na blacie. Był niebezpiecznie blisko. Dziewczyna spłoszona spuściła wzrok. Ale po chwili podniosła głowę i zapytała:
- Why don’t you let people see good in you?
- Because when people see good expect good…and I don’w want to be anyone expectation.
Zbliży się do niej jeszcze bardziej, jej usta były o centymetr od jego ust.
- Bourbon don’t…
- Why not, Katherine? (3x19 Delena)
Koszulka mokra od deszczu przylgnęła do jej ciała i widać było krągłe piersi. Mokre blond włosy opadały na ramiona. Drżała. Bourbonn był już bliski pocałowania jej, bliski całowania każdego centymetra jej ciała, ale nagle …ta myśl…matka…o noł. Porażka. Czar prysł. Odsunął się od blatu a dziewczyna wykorzystała moment i uciekła do pokoju.
Innym razem w szkole. Sala gimnastyczna, późne zimowe popołudnie. SKS już się skończył, ale zostali żeby jeszcze pograć w kosza. Kiedy grali nagle zgasło światło, Kath krzyknęła:
- Bourbonn!
A on w mgnieniu oka znalazł się przy niej.
- Coś ci się stało? – zapytał, prawdziwie zatroskany
-Nie, tylko się wystraszyłam- odpowiedziała cicho i położyła ręce na jego piersi dodając – In your arms I feel so safe.(5x12 Delena)
Bourbonn czuł, że serce mu przyspiesza, to do niej takie nie podobne, a jednak czuła się przy nim bezpiecznie. Pokazała to. Czuł na szyji jej ciepły oddech. Pomimo ciemności wiedział, że jej usta są blisko, rozchylone, gotowe do pocałunku. Wtedy Pan Tanner zapalił światło.
-Nie wiedziałem, że jeszcze ktoś tu jest, do diaska! – krzyknął – Wracajcie do domu dzieciaki już późno.
Jeszcze innym razem byli na imprezie, stali obok siebie i nagle ni stąd ni z owąd Bourbon (chyba już po kilku głębszych) zarzucił ramię na jej barki. Objął ją jak swoją dziewczynę. Ona nie protestując, poddała się objęciom i sama też objęła go w pasie obiema rękami. Nie było to zbyt wygodne, ale sprawiało wrażenie bliskości. Bourbonn pomyślał, że to musi być przyjemne uczucie, przynależeć do kogoś. Do kogoś takiego jak Katherina, uśmiechnął się sam do siebie i stali tak w milczeniu, w tłumie, ale sami. Wszyscy śmiali się i rozmawiali a oni delektowali się tą chwilową bliskością. To wisiało w powietrzu, dziś spędzą razem noc. Niestety Katherine wypiła za dużo i usnęła w porsche wuja, dodatkowo zarzygała tapicerkę na tylnym siedzeniu. Bourbonn nie miał jej tego za złe, ważne, że oczyściła czakry i będzie miała rano mniejszego kaca. Dziwnie zależało mu na jej dobrym samopoczuciu. Pod domem wziął ją na ręce i zaniósł do łóżka spiorunowany obelgami przez dziadka Kath, Matta. Jednak Bourbonn wiedział, że tendencję do picia Katherina miała w genach po prababce i zmarłej w tragicznych (przed nim zatajonych przez matkę i ojca) okolicznościach, siostrze szeryfa. Szeryf lubił nazywać Kath, Eleną. Matka wspominała, że byli sobie kiedyś z szeryfem bliscy, jednak matka wybrała wuja Stefana a później jego ojca Damona. Kiedy stary szeryf poszedł po szklankę wody dla wnuczki, Bourbonn przyglądał się śpiącej Katherinie. Pogładził ją po policzku i pomyślał, że może to jest tego warte?
Wyszedł bezszelestnie, niezauważony.
Zszokowany swoim zachowaniem nie odzywał się do dziewczyny parę dobrych dni. Przekonał sam siebie, że wciąż liczy tylko na friends with benefits. Bez zbędnego angażowania się.
http://i1.kwejk.pl/k/obrazki/2012/08/29c2be9c6696ca970da65bd539b1bf90.gif
Tymczasem ona trzymała go na dystans w strefie friendzone.
http://31.media.tumblr.com/tumblr_mc7cj0V6M01qjc97eo1_1280.gif



19 maj 2015 o 19:49:58 - (1907 dni temu)
sevendays
Wampir



Posty: 80
Dołączył(a): 2 paź 2014
Litry krwi: 12305

Białe piórko
ROZDZIAŁ 3
W domu Salvatorów burza wisiała w powietrzu. Wuj Stefan wrócił w poniedziałek z wywiadówki i nie był zadowolony, mało powiedziane, był wściekły do tego stopnia, że zapomniał nażelować włosy przed przyjściem Kalusa. Co nie wróżyło nic dobrego. Wuj starał się ukrywać fakt, że Klaus zawsze zostaje na noc. Za każdym razem, odgrywali więc tą samą scenkę żegnając się przy drzwiach frontowch.
- Do zobaczenia Klaus dobrze było się spotkać, wpadnij znów. Napijemy się szkockiej. (Bourbon został wycofany z barku Salvatorów z chwilą przyjścia na świat Bourbonna)
- Do zobaczenia Stefy ykhm znaczy się Stefanie. Musisz wpaść z rewizytą. Bywaj przyjacielu.
Po czym wuj zamykał się w swojej sypialni i już z niej nie wychodził aż do rana. Bourbonn całkiem przypadkiem odkrył, siedząc na dachu domu paląc papierosa, że Klaus chwile później, skrada się przez ogród do okien sypialni wuja. Uśmiali się z tego razem z Katheriną, kiedy jej to opowiadał. Znowu ona, Katherina. Czy ona tak bardzo wrosła w jego życie, że wiąże się z nią każda myśl? Każde wspomnienie? Trzeba z tym skończyć pomyślał. I jak pomyślał tak zrobił, wyrzucił ją ze swoich myśli a że był piątek wybrał się na bilard do pobliskiego MysticGrill. Lubił grać w bilard, na pieniądze oczywiście i kiedy ogrywał już czwarty raz z rzędu pewnego półgłówka do baru wszedł chłopak, wysoki, napakowany, z daleka jechało od niego hybrydą, ale nie dla zwykłych ludzi, jakim był Bourbonn. Chłopak stanął przy stole bilardowym i powiedział z grymasen na twarzy:
- Takich jak ty ogrywam w trzech uderzeniach.
- Seriously? – powiedział Bourbonn zadziornie, choć słówko wydało mu się idiotyczne.
- Z czego, jedno policzone jest jako uderzenie pięścią w twoją gębę – wycedził przez zęby.
- Pokaż!
Chłopak rzucił się z pięściami na Bourbonna. Zaczęli się szamotać, przewrócili pobliski stolik. Posypało się szkło a ludzie przebywający w Grillu zaczęli kibicować, jedni Bourbonnowi inni temu drugiemu. Nagle Bourbonn zaczął się śmiać.
- Dobra poddaje się, szkło wbiło mi się w rękę, dosyć, dosyć – zanosił się śmiechem – wygrałeś !
- Zawsze wygrywam – odpowiedział chłopak szczerząc zęby.
- Bo tylko ty się goisz w mgnieniu oka – to powiedział już po cichu, Bourbonn.
Nadal się śmiejąc poklepali się po plecach w ramach przywitania.
- Always and forever – powiedział Wetpants.
- Always and forever – powtórzył Bourbonn.
Znali się od bardzo dawna, a właściwie od kiedy pamiętają. Wetpants był synem Chandeliera Salvatore i Hope Mikaelson, wnuk Klausa i Stefana. Imię odziedziczył po zmarłej matce Chandeliera, którą łączyła tru lof od 1x01 z wujem Stefanem. Chłopcy byli w tym samym wieku. Byli rodziną, nieco zwichniętą, ale zawsze rodziną. Gdyby nie zaklęcie ciotki BonBon Wetpants już dawno przemieniłby Bourbonna w hybrydę, a mogło się tak stać, bo Bourbonn miał w sobie krew doppelgangera, którym była jego matka Elena. Katherine-Elena…znowu w jego myślach. Trzeba zająć się czymś innym pomyślał.
- Co powiesz na odwiedziny u Enzo? – zapytał kuzyna.
Ten popatrzył znacząco z szyderczym uśmieszkiem na twarzy. Tyle wystarczyło za odpowiedź i chwilkę później jechali już czerwonym Porsche nieświadomego wuja Stefana w stronę południowych obrzeży miasta. Bourbonn marzył o tym dniu kiedy skończy 21 lat i będzie mógł wreszcie wsiąść do niebieskiego Chevroleta Camaro, który dostanie po swoim ojcu. Nie żeby Porsche było złe, ale jednak Camaro to Camaro. Długo nie jechali, MF to dziura, ale zabawić się było gdzie. Parę minut po 11pm zatrzymali się przed lokalem „Enzo’s Mecca”, znanym na całą okolicę burdelu. Weszli do środka.
- Welcome my gentelman – Enzo powitał ich swoim brytyjskim akcentem, ubrany w marynarkę w kolorze fuksji - podobno musthave tego sezonu - dodał widząc, że chłopcy patrzą na niego dziwnie.
- Witaj Enzo – przywitał się Bourbonn – to mój kuzyn Wetpants, znacie się prawda?
- Ofcourse, wnuk Stefana i Klausa …ykhm zabrzmiało jakby byli parą, forgive me boys – zakłopotał się Enzo. Wszystko można było mu zarzucić, ale nie brak taktu. Bourbonn zerknął na Wetpantsa i ryknęli śmiechem.
- Enzo, na początek napijemy się czegoś przy barze ok? – oznajmił Bourbonn.
- Ofcourse, a potem zapraszam na pięterko, mam nowy hot stuff i popcorn – mrugnął porozumiewawczo do chłopaków.
Kiedy siedzieli przy barze, Bourbon zapytał:
- Po co przyjechałeś? Masz tu jakąś sprawę?
- Nie szczególnie, Klaus przysłał mnie z jakąś paczką do dziadka Stefana – odpowiedział Wetpants.
Klaus nie pozwalał mówić do siebie dziadku, za to Stefan był bardzo konserwatywny w tych sprawach i był przekonany o słuszności swych poglądów oczywiście świetnie dogadywał się z wujem Elijahem.
- Czyli możemy się spodziewać, że jutro przy śniadaniu wuj Stefan będzie miał nowy obcisły blezer na sobie? – zapytał Bourbonn i zaczął się śmiać.
- Pewnie tak, dobrze, że oszczędzają nam widoku tych lateksowych kostiumów, koronkowych pończoch i kajdanek z różowym puszkiem i wygrawerowanymi inicjałami >> SS <3 KM << które znaleźliśmy raz u Kalusa w szafie, pamiętasz?

Kiedy dopili drinki ruszyli w stronę schodów. Dziewczyna, która „obsługiwała” Bourbonna była całkiem ładna, wreszcie zrzuci z krzyża, pomyślał.
Nazajutrz rano przy śniadaniu wuj Stefan w nowym eleganckim i obcisłym blezerze od Calvina Klaina, zarumieniony na twarzy i uśmiechnięty jakby jego myśli były daleko stąd, zwrócił się do Wetpantsa
- Jak będziesz wyjeżdżał mój drogi Wetpantsie, zajrzyj proszę do mojej sypialni, na biurku obok mojego pamiętnika leży koperta, zawieź ją proszę Klausowi.
Bourbonn od razu pomyślał, że to pewnie fotki wuja w „samym” blezerze. Uśmiechnęli się do siebie poprzez stół z Wetpantsem, co sugerowało, że mają na myśli to samo.
Burza w domu zażegnana, pomyślał Bourbonn. Matko pierwotna dzięki ci za Klausa, rippahh nie wróci w tym tygodniu.



20 maj 2015 o 20:46:29 - (1906 dni temu)
sevendays
Wampir



Posty: 80
Dołączył(a): 2 paź 2014
Litry krwi: 12305

Białe piórko
ROZDZIAŁ 4

Kath nie miała chłopaka, choć kręcił się wokół niej taki jeden dupek ze szkolnej drużyny. Ken. Plotka niosła, że ma w sobie gen wilkołaka. Ale Bourbonn w nią nie wierzył. Podobno ojcem owego dupka był nie kto inny jak Tyler Samo Zło. Ale badań genetycznych nie sposób było wykonać, bo ów ojczulek zmył się w Apallachy zanim synuś przyszedł na świat. Podobno trzymało go tam coś, co wuj Stefan i Klaus nazywali „wilczym apetytem”. Najwyraźniej, Tyler gustował w kościach, myślał Bourbonn.
Minął kolejny tydzień, zbliżała się szkolna potańcówka, na którą Bourbonn wcale się nie wybierał, ciekawiło go jednak, czy będzie tam Katherine. Pogodził się z tym, że musi pojawiać się w jego myślach. Pogodził się z tym, jednak ograniczał myślenie o niej do niezbędnego minimum w Enzo’s Mecca. Nie spotykali się już tak często. Tej nocy znów wykradł czerwone porsche wuja z garażu i pojechał na cmentarz by się upić. Kiedy dojechał poszedł w to miejsce gdzie zawsze upijali się z Kath. Padał deszcz. Kiedy wypił wystarczająco dużo żeby chwiejność jego charakteru dała o sobie znać zauważył ich. Szli w pół objęci, śmiali się, zmoknięci, potykając o korzenie wystające z ziemi, a kiedy się potykali śmiali się jeszcze bardziej i … całowali się! Tego było za wiele! Czy ona przyprowadzała go w ICH miejsce? Tego Tylera Jr.? W miejsce, które było zarezerwowane tylko dla nich? Kiedy myśli Bourbonna kłębiły się niczym czarne chmury przed ulewą nagle zapadła cisza…zauważyli go.
- Cześć – powiedziała Katherine.
- Cześć – powiedział bękart Tylera, Ken.
- Niecześć – powiedział Bourbonn.
I nie czekając na nic uderzył chłopaka pięścią w twarz.
- Jesteś chory! Co ty wyprawiasz? – krzyknął, zataczając się.
- Zejdź mi z oczu! – wykrzyczał Bourbonn – i ty też! – krzyczał do Kath.
- But I still need you in my life…- powiedziała niepewnie Katherine.
- As a friend right? – zapytał, chciał się upewnić, choć dobrze znał odpowiedź - No Katherine I can’t be your friend, it’s too deamn hard (5x18 Delena)- skwitował.
- Bourbon!?
- No I’m serious Kath, I can’t see you anymore, I don’t want to hear your voice, I don’t want to talk to you, I don't even want to look at you, & I sure as hell don't want to be your friend !!! (5x18 Delena) The answer about our frenship is…yes you have lost me forever (2x03 Delena)

Katherine i Ken z rozwaloną wargą wyszli z cmentarza. Bourbonn dopił butelkę. Siedział na cmentarzu …sam.
Było ciemno, mgła spowijała cmentarz, ostatnie krople deszczu skapywały z drzew. Cisza otaczała wszystko dookoła. Bourbonn siedział na nagrobku gdzie zawsze siedzieli razem, niedaleko grobu jego rodziców, był mocno pijany. Zastanawiał się czy słuch go zawodzi czy faktycznie słyszy kroki na żwirowej ścieżce. Otumaniony alkoholem nie panował zbytnio nad sobą, łatwo wpadał w złość, matka zawsze powtarzała, że to po ojcu. Chciał ją przeprosić, powiedzieć jej, że mu zależy, że dla niej się zmieni. Spodziewał się, że się wróci, chciał tego, przyznał sam przed sobą że bardzo tego chciał, tymczasem ku jego zdziwieniu stanął przed nim najbardziej psychopatyczny osobnik, jakiego kiedykolwiek znał, może wykluczając Klausa Mikaelsona. Przywitali się bez zbędnej kurtuazji.
- Kai.
- Bourbonn.
- Co cię sprowadza do tej dziury Mystic Falls?
- Mam układ do zaproponowania.
- Zgadzam się.
- Ale nawet nie powiedziałem o co chodzi.
- Twój plan na pewno jest szalony, lubię takie, dlatego od razu się zgodziłem – powiedział uśmiechając się pod nosem i dodał – A że ty?… to ty… - nie dokończył, tylko wstał i skinął głową na odchodnym. Dobrze wiedział, co chodzi Kaiowi po głowie. Chciał porwać wnuczkę szeryfa i wrobić w to Bourbonna, żeby w końcu dokonać obiecanej zemsty na jego ojcu za to, że podszedł go na ślubie jego siostry i zdekapitował. Nawet nie podejrzewał, co Kai chce mu zaoferować za współpracę.
Kai szukał zemsty na ojcu Bourbonna jeszcze długo po jego śmierci. Przywrócony do życia przez babkę Bourbonna, w ramach podziękowania za sprowadzenie Klanu Sucharów z alternatywnego świata 1903r. zapłacił swoją cenę. Mógł wrócić do żywych, ale zupełnie pozbawiony mocy, jako zwykły człowiek. Kai nie zdradzał się z tym, że pragnie zemsty na ojcu Bourbonna. Myślał też, że Bourbonn nie zna tej historii z dekapitacją. Było jednak odwrotnie. Osoba Kaia była na tyle interesująca dla Bourbonna, aby udawać idiotę w niewiedzy, ponieważ Kai szukał, od kiedy tylko przywrócono go do życia, możliwości, aby móc na powrót być sucharem - czyli wiedźmo-wampirem. W tym upatrywał również szansy dla siebie, Bourbonn. Liczył, że jeśli ten będzie z powrotem czarownikiem będzie w stanie odczynić zaklęcie ciotki BonBon co oczywiście pociągnie za sobą szansę dla Bourbona na bycie wampirem. Gdyby tylko odczynił zaklęcie! Plan, który właśnie zaświtał mu w głowie miał szanse na powodzenie. Ale czy był gotowy tyle poświęcić? Oczywiście, że tak. Był przecież synem swego ojca…był samolubny.
Ale miał również swój plan, tak jak zawsze miał go jego ojciec.

Tej nocy nie spał dobrze, najpierw nie umiał zasnąć, wciąż miał przed oczami Kath całującą Kena. Kiedy udało mu się już zasnąć spał niespokojnie, przewracał się z boku na bok, a do tego ten koszmar! Śniło mu się, że stoi na pustej asfaltowej drodze, w lesie. Zwykła droga. Jednak na jednym z jej końców zauważył, że ktoś na niej leży! Ruszył w kierunku człowieka, leżał z rozłożonymi rękami twarzą skierowaną w niebo. Mężczyzna, czarne włosy, skórzana kurtka, dżinsy i czarny podkoszulek. Im bliżej był tym większe było jego przekonanie, że to ojciec. Podszedł i stanął nad nim, ale ojciec nie reagował, był zamyślony, patrzył nadal w niebo, brwi miał zmarszczone. Wydawało się, że jest gdzieś daleko. Bourbonn odezwał się pierwszy:
- Tato? Czy to ty? Naprawdę? Tak się cieszę! – czuł, że łzy napływają mu do oczu.
Ojciec popatrzył na niego, wstał i powiedział z niedowierzaniem:
- Synu seriously??? Wnuczka Donovana??? Dobrze, że tego nie dożyłem.
Bourbonn wyrwany ze snu usiadł spocony na łóżku, wszystkie mięśnie miał napięte. Świtało. Pojedyncza łza spłynęła mu po policzku. Nie zasnął już więcej.



21 maj 2015 o 20:42:17 - (1905 dni temu)
sevendays
Wampir



Posty: 80
Dołączył(a): 2 paź 2014
Litry krwi: 12305

Białe piórko
ROZDZIAŁ 5
Po akcji na cmentarzu, Bourbonn pojechał na ferie świąteczne do NOLA, żeby spędzić je z Wetpantsem, Hope i Chandelierem w Quarter. W końcu byli rodziną. Always and forever jakby nie było. Klaus oczywiście spędzał je w MF i podobno kupił wujowi Stefanowi w prezencie szczeniaka Retrivera. Wuj Stefan, Bourbonn widział na własne oczy, zrobił własnoręcznie Klausowi sweter w renifery na drutach. Podczas świąt Hope i Chandelier ciągle chcieli Caraoke, podobno matka Chanda bardzo to lubiła więc wuj Stefan ustanowił to tradycją świąteczną. W drugą noc świąt, była pełnia, więc wpadł wuj Elijah z matką Hope, Hayley. Wiecznie chuda i blada z brudem za paznokciami i z wiecznie otwartą gębą, lubiła nazywać się kłin of baju. Bourbonn nie przepadał za nią i nie wiedział co takiego widzi w niej wuj Elijah. Whatever. Kiedy przyszło do rozpakowywania prezentów okazało się, że wuj Elijah dostał od swojego nieobecnego brata Klausa, mebel, pufę, na której widok Hayley klasnęła w dłonie. Szybko się później zmyli. Co było dziwne. Bourbonn też dostał kilka prezentów. Od wuja Stefana dostał pamiętnik, jak co roku. Od Chanda i Hope, jak można się domyślić, zestaw do karaoke. Od Klausa kolejne jego dzieło „kucyponki”, a od Elijaha i Heyley roczny wstęp na imprezy do Klubu wuja „ReedDoorAfterDark”. Hayley przywiozła też ze sobą wyjątkowy prezent dla swojej córki, naszyjnik z kapsli i toster. Podobno symbolizuje to jej dziedzictwo. Haylej powiedziała też uroczyście, że przekazuje Hope władzę nad baju. Wszystko to i parę innych rzeczy, było dla Bourbonna nieco nie zrozumiałe, ale jak zwykle nie wnikał.
W trakcie pobytu Bourbonn zdradził szczegóły układu z Kaiem, Wetpantsowi. Bourbonn nigdy nie ukrywał nic przed Wetpantsem, tego, że pragnie być wampirem również.
Oboje zastanawiali się, do czego potrzebna Kaiowi Kath. Jednak nie wymyślili nic, co chociaż przybliżyło ich do prawdy.
Po powrocie z NOLA, Bourbon nie zapuszczał się już na cmentarz. Obiecał sobie, że nigdy więcej już tam nie pójdzie. Upijał się w MysticGrillu tak dla odmiany. I regularnie bywał u Enzo.
Którejś soboty, już nie liczył ile ich przepił, siedział pijany przed Grillem. Wtedy podszedł do niego Kai.
- Tęskniłeś? Gotowy? – uśmiech szaleńca nie schodził mu z twarzy.
- Na co? Chcesz porwać Kath? I myślisz, że ujdzie ci to na sucho? –zadrwił Bourbon.
- Oczywiście, że tak!
- Jak niby chcesz tego dokonać? Co na tym zyskasz? – dpytywał.
- Będę nieśmiertelny – bardziej stwierdził niż przypuścił.
- Jakim to sposobem? Kath ci tego nie zagwarantuje, jest tylko człowiekiem!
- Człowiekiem, na którym zależy tym, od których chcę coś uzyskać – powiedział z zadowoleniem w głosie.
- Robi się interesująco. Co masz na myśli? – powiedział Bourbonn z prawdziwym zaciekawieniem.
- To, że wiem z pewnego źródła, że twoja babka, Lily, zna sposób abym odzyskał moce.
- A jaka w tym rola Kath?
- Taka, że jest wnuczką szeryfa, ten z kolei od lat przykrywa wszystkie przestępstwa twojej babki w zamian za spokój w mieście, jaki ona zaprowadza. Ma z nią układ. Jak myślisz, co taki stary ramol robi na stanowisku szeryfa tak długo? Zagrożę, że zabiję Katherine, jeśli nie przemieni mnie z powrotem w Suchara. Ona nie będzie chciała żeby jej bellamafia miała na pieńku z prawem, bo jak dowie się o tym stary szeryf to rozpęta piekło za swoją wnuczkę. Wtedy, bellamafia nie będzie miała czego szukać w MF.
- A co ja będę z tego miał? – zapytał arogancko Bourbonn
- Wiem jak złamać zaklęcie twojej ciotki – powiedział z tym swoim psychopatycznym wyrazem twarzy Kai – byłem na wycieczce w Nowej Szkocji – zachichotał jak hiena - Więc? Gotowy?
Bourbonn spojrzał na Kaia spode łba, serce podpowiadało co innego, ale powiedział:
- Gotowy.



22 maj 2015 o 22:01:16 - (1904 dni temu)
sevendays
Wampir



Posty: 80
Dołączył(a): 2 paź 2014
Litry krwi: 12305

Białe piórko
ROZDZIAŁ 6
W przed dzień wielkiego planu, rano przy śniadaniu, wuj Stefan zapowiedział wizytę Wetpantsa i wujka Jerra. Oboje mieli ściągnąć na obiad. Poprosił Bourbonna, aby posprzątał majtki dziewczyny, która była u niego w nocy z balustrady na schodach prowadzących do sypialni. Powiedział też, że wujek Jerr zostanie na dłużej.
Popołudniu, kiedy wszyscy już byli w komplecie, panowała miła atmosfera. Wetpants, co chwila patrzył co prawda w telefon i minę przy tym miał nie tęgą ale ogólnie było całkiem, całkiem. Później na osobności wyznał Bourbonowi, że zerwał z nim jego CHŁOPAK. Bourbonn nawet się nie zdziwił. Kiedy Wetpants był ostatnio w MF miał na tapecie w telefonie jakiegoś chłopaka. Więc jest ciepły? Żadne zaskoczenie, po dwóch takich dziadkach? Dziwne by było gdyby nie był. Bourbonn już jakiś czas temu to podejrzewał, i nie z przyzwyczajenia zamykał łazienkę na klucz jak brał prysznic. Teraz był utwierdzony w przekonaniu, że drzwi do łazienki MUSZĄ być bezwzględnie zamknięte.
Przy obiedzie wujek Jerr, pomimo miłej atmosfery był jakiś nieswój. Mało mówił, a przecież miał taki piękny głos i ta dykcja! Bourbonn pamiętał jak mama zawsze mówiła : Jerremy’s voice – the vampire diaries hottest stuff!
Nadszedł wieczór, i kiedy wszyscy siedzieli w salonie, mieli już lekko w czubie a kominek płonął wesoło, wuja Stefana naszła nostalgia i zaczął wspominać Caroline, swoją żonę, i ich wspólne karaoke. Wujek Jerr, wspominał matkę Bourbonnaa swoją siostrę Elenę, Bourbonn udał, że zrobiło mu się przykro i poszedł spać. Jutro wielki dzień przecież pomyślał. Wuj Stefan, kiedy Bourbonn wychodził poprosił aby odholował i jego bo już jest w stanie nieważkości. Wet i wujek Jerr zostali jeszcze pooglądać taniec z gwiazdami. Wetpants bardzo lubił wujka Jerra, który nie był jego prawdziwym wujkiem. Ale mniejsza o to. Wujek Jerr zapytał :
- Jak tam szkoła? Za moich czasów było całkiem zabawnie – patrząc na Weta pomyślał w duchu „całkiem ładny chłopak”, mam tylko nadzieję, że Stefan nie ma na niego zbyt dużego wpływu, po czym dodał:
- Wyglądasz dziś na przygnębionego.
- Wujku czy ty wiesz kim jesteś? – zapytał jakby nie w temacie.
- Oczywiście – odpowiedział wujek Jerr.
- A ja nie sądzę, że wiem kim jestem, i nie sądzę żebym był szczęśliwy z tego powodu kiedykolwiek- rozżalił się Wetpants.
Wujek Jerr zaskoczył w temacie. Aha kroi się jakaś tajemnica, pomyślał.
- To widać. I wiesz jeśli chcesz o tym porozmawiać to wiesz, że cię wysłucham- powiedział wujek Jerr tonem wyrozumiałego dorosłego.
Ile moze być młodszy? 35 lat? Kalkulował w duchu. To nie tak znowu wiele. Wypij trochę więcej, kochany chłopcze, a pogadamy inaczej.
- Jest jedna rzecz o której chyba nie wypada mi mówić z Tobą, nie mogę – ciągnął dalej Wet.
- Nawet ze mną? W środku nocy? – wujek udał zaskoczenie.
Wetpants nie odpowiedział. Milczenie trwało jakąś chwilkę. Wujek Jerr czekał cierpliwie, ale cisza była coraz dłuższa, pomyślał, że szansa może się nie powtórzyć. Ten chłopak zawsze miał w sobie coś co go pociągało.
- No dobrze, ale jeśli to coś ważnego to mam nadzieję, że masz z kim o tym porozmawiać -
Pieprzona psychologia dla ubogich, pomyślał wujek Jerr. Gadam jak Alaric. Wetpants splótł dłonie i siedział nadal milcząc. Pociągnął z kieliszka. Blond grzywka opadała mu na czoło. Jerr czuł jak myśli Wetpantsa gotują się między sercem a krtanią. Słowa były już gotowe. Ale proces decyzyjny w toku. Jeszcze tylko chwilka. Wujek Jerr rozważał, czy położyć mu dłoń na ramieniu, ale równowaga była krucha, zbyt duży nacisk mógł spowodować odwrót decyzji. Wziął więc butekę i polał im obu po jeszcze jednym. Podniósł kieliszek i puścił oko do Weta.
- Jestem gejem – wypalił Wetpants.
Tego się wujek Jerr nie spodziewał, tyle wygrać! Chłopak był na wyciągnięcie ręki.
Wujkowi Jerrowi przepłynął strumień przeróżnych odruchowych myśli. Najważniejsze jest nie okazać niewłaściwej reakcji, pomyślał szybko.
- To nie koniecznie musi być przyczyną twojego nieszczęścia. Można się tym cieszyć – powiedział w końcu do chłopaka, zadowolony, że znalazł odpowiedni kierunek, który poprowadzi ich w tą stronę, w którą chciał pójść.
- Posłuchaj mnie teraz – znów zwrócił się do chłoapka – w naszym otoczeniu jest co najmniej dwóch homo, i z racji koligacji rodzinnych to nic złego, że jesteś pedałem – powiedział wujek Jerr najzwięźlej jak potrafił.
- Ale ja chyba nie chcę – wyjąkał Wet.
Teraz! Pomyślał wujek Jerr, ofensywa!
- Chcesz to sprawdzić? – czekał na odpowiedź chłopaka trzymając go już za kolano.

Po tej nocy Wet był przekonany, że na bank NIE jest gejem.

***

Plan porwania Katherine przewidziany był na bal wiosenny. Kai będzie tak miły i poprosi Kath do tańca, bo z Bourbonnem raczej nie będzie chciała tańczyć. Kiedy będą na parkiecie Bourbonn wyłączy światło, wtedy Kai uśpi ją chloroformem i wyniesie z sali nie zauważony. Zapakują ją do porsche wuja Stefana i wywiozą do domku pastora Younga za miasto. Jego córka April, odbudowała dom po tym jak jej szalony ojciec wypierdolił w kosmos chatę i 12 osób. Plan był dobry, jedyną przeszkoda był garniak dla Kaia, który nie nosił się w ten sposób i nie posiadał takowego stroju. Bourbonn przy najbliższej sposobności poprosił Wetpantsa, aby zajebał jeden wujowi Elijahowi. Ten facet miał ich tyle, że nie zauważy braku jednego Armaniego w szafie. Zawsze z Wetpantsem śmiali się z wuja Elijaha i przezywali go Tani Armani.
Kiedy nadszedł dzień porwania, a właściwie wieczór, Bourbonn był wuluzowany i otwarł butelkę dziwnego trunku z zapasów wuja Stefana. Dziwne, bo trunek nazywał się tak jak on tylko przez jedno N. Zastanawiał się skąd taki w domu wuja skoro nie kupował go od lat. Alkohol miał tandetnią etykietę z Tesco, ale nie zrażało to Bourbonna. Upił łyk porsto z hejnału. Oczy wyszły mu na wierzch. To było to! Najlepszy alkohol, jaki kiedykolwiek pił. Pomyślał, że nie na darmo ojciec upierał się, żeby jego syn miał tak na imię. Te rozmyślania i inne przerwał mu wuj Stefan:
- Bourbonn! Dlaczego to zrobiłeś?
- Ale, że co takiego znowu?
- Otworzyłeś tę butelkę! – wuj Stefan złapał się za głowę – co ja z tobą mam, trzy światy!
- Przecież masz pełno innych- powiedział ze zdziwieniem Bourbonn
- Tę kupiłem specjalnie dla mojego gościa, który odwiedzi mnie dziś wieczorem – powiedział wuj Stefan.
Bourbonn był zdziwiony nie tyle tajemniczym gościem, co faktem, że to nie był na bank Klaus! Klaus pijał tylko whisky Jacka Danielsa.
Czyżby wuj zmienił partnera? Nieee to nie możliwe, nie wuj Stefan, myślał Bourbonn. On czekał na te uczucie od 1920r. Ale nie długo zaprzątał sobie tym głowę bo wybiła godzina W. Bourbonn jak zwykle wyglądał przystojnie.
Ubrał swój garniak od Varvatosa, popatrzył w lustro i powiedział:
- Cóż, kocham gdy mnie kochają – uśmiechnął się do siebie i wyszedł z pokoju. Tego samego, który kiedyś należał do jego ojca. I w którym prawdopodobnie poczęli z matką Bourbonna.
Kiedy Bourbonn wreszcie wyszedł, wuj Stefan pojechał do Tesco po jeszcze jedną butelkę bourbona i z niecierpliwością oczekiwał gościa. Kiedy wiadomo było, że zabawa w szkole rozkręciła się na dobre w domu Salvatorów rozległ się dźwięk dzwonka. Wuj Stefan nie bez stresu poszedł do drzwi i otworzył. Spojrzał na gościa i uśmiechnął się, ulga wymalowała mu się na twarzy. Gość patrzył na wuja Stefana i również się uśmiechał, serdecznie, jak przyjaciel.
- Witaj Stefanie, kopę lat – powiedział.
Wuj Stefan otworzył szerzej drzwi zapraszając gościa do środka.
- Wtaj Ric. Jerr powinien tu być lada chwila.



23 maj 2015 o 20:59:01 - (1903 dni temu)
sevendays
Wampir



Posty: 80
Dołączył(a): 2 paź 2014
Litry krwi: 12305

Białe piórko
ROZDZIAŁ 7
Na balu oczywiście było wszystko: sex&drugs&rock’n’roll. Nie wspominając o alkoholu, bo to tak oczywiste, że aż zbędne żeby mówić. Muzyka była całkiem do zniesienia, co prawda Bourbonn, zapodałby co innego ale jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. Dziś mógł słuchać nawet Taylor Swift. Dziewczyny to lubiły. Na wejściu całował się z Candice, fajna była, fajne miała nogi, ale tępa z niej była dzida. Później zaczepił Nikki, ale nie chciała z nim gadać, bo przyszła z Ianem, a ten jeszcze nie odkrył, że Bourbonn i Nikki spali ze sobą w zeszłym tygodniu. Więc nie nadużywał znajomości. Pogadał też chwilę z Niną, ale ona właśnie wychodziła forever. Rzuciła tylko coś, że sześciopak jej wystarczy. Jedyna, z którą nie chciał mieć nic do czynienia była krzywousta Bonita. Podobno matka chrzestna Bourbonna to jej jakaś krewna. Ale jakoś źle jej z oczu patrzało no i ten zgryz, Bourbonn nigdy się nad tym nie zastanawiał jakby to było jakby miał z nią ykhm ten tego, ale w tej chwili jakoś przyszło mu to na myśl. Brrr. Natychmiast przestał o tym myśleć i dołączył do grupy chłopaków przy barze:
- Steven, Michael, Zach – wymienił ich imiona z uprzejmością na przywitanie.
- Bourbonn – odpowiedzieli.
- Co tam słychać? Jak imprezka? – zapytał od niechcenia.
- A całkiem całkiem, Steven ma dobre palenie, chcesz? – zapytał Tyler.
- Nie, dzięki, nie dziś – odpowiedział i ruszył przez tańczące pary na środku parkietu. Z głośników leciało właśnie Hurts – Devotion
https://www.youtube.com/watch?v=AmK7QMj_tNg

I wtedy ją zobaczył. Weszła do sali. Piękna jak nikt inny. Nigdy nie widział jej w sukience. Złapał się na tym, że się na nią gapi. Spostrzegła to, odwrócił wzrok, ale na nic to się zdało, widziała go. Podeszła:

- Cześć. Co pijesz?
- To dziwne, ale bourbon – uśmiechnął się krzywo
- Ciekawe, tani zapewne jak twoje chwyty w podrywaniu dziewczyn- powiedziała cierpko – i tandetni jak niedoszłe pocałunki przy lodówce.
- Why is just suprise you that I want to kiss you?
- I'm surprised you thought I'd kiss you back…(2x01 Delena)
Rozzłościła go, ale nie dał tego po sobie poznać. Pomyślał, że dołoży do pieca:
- It would be rude not to dance, you know – i podał jej rękę w zapraszającym geście.
- It is tradition – (3x14 Delena) powiedziała podając mu dłoń, ale nie była zadowolona.
Wiedział, że Kath ma na niego nerwy. Nagle co pomyślał to powiedział:
- You look stunning, isn’t it obvious – wiedział jak ją podejść.
- Thank you – (3x14 Delena) odpowiedziała naprawdę zaskoczona, nigdy nie mówił jej takich rzeczy. Była prawdziwie urzeczona.
Oczywiście wg Bourbonna nie mogło być tak słodko, więc znów zapytał:
- A gdzie twój Ken moja droga Barbie?
- Barbie to Caandice, nie myl plastiku z metalem szlachetnym, Bourbonn – odgryzła się.
Wiedział, że tą bitwę przegrał. Ale nie poddawał się:
- Tylko mi nie mów, że przyszłaś sama, bo jeszcze wpadnę na pomysł żeby cię porwać – popatrzył jej w oczy.
Speszyła się, ale odpowiedziała:
- Przyszłam z kimś ale to nie Ken – o dziwo zabrzmiało to szczerze.
- A kto to? – zapytał zaskoczony.
- Kai…
Bourbonn opanował nerwy, ale w duchu pomyślał, że nie taki był układ. Co ten Kai planuje? Dlaczego mu o tym nie powiedział? Bourbonn nie wytrzymał i zapytał wprost:
- Skąd go znasz?
- Poznaliśmy się na bilardzie, bardzo przyjemny chłopak – wzruszyła od niechcenia ramionami.
- O Kenie też tak mówiłaś, och, kiedy to? Parę tygodni temu? Już Ci się znudził?
Już miała nakrzyczeć na niego, ale nagle zgasło światło. Muzyka ucichła, wszyscy przestali tańczyć. Na salę wpadł snop światła, ludzie zaczęli krzyczeć. Nagle ich oczom ukazał się Kai, naładowany mocą, podniósł ręce do góry i jakby pociągając za sznurki zrzucił wszystkie żyrandole. Szkło posypało się na podłogę, ludzie przekrzykiwali jeden drugiego, zaczęli uciekać. Wtedy Kai zwrócił się do Bourbonna
- Myślałeś człowieczku, że wejdę z Tobą w układ? Nie potrzebuję takiego słabego sojusznika – zadrwił Kai - Lily przywróciła mi moce dzięki kamieniowi z Nowej Szkocji. Nasiąknięty krwią Bennetów ma wielką moc. A ty zapłacisz za grzechy swojego ojca! – zagroził Bourbonnowi Kai – zauważyłem, że ta dziewczyna coś dla ciebie znaczy, więc postanowiłem ukarać cię w bardzo wyrafinowany sposób, zdejmę czar twojej ciotki a ty sam zdecydujesz, kim chcesz być. Wampirem i nigdy już nie zobaczyć Katheriny? Czy człowiekiem i zostać z nią na zawsze? Wybieraj! Masz jedną szansę!



24 maj 2015 o 21:52:14 - (1902 dni temu)
sevendays
Wampir



Posty: 80
Dołączył(a): 2 paź 2014
Litry krwi: 12305

Białe piórko
ROZDZIAŁ 8
W głowie miał chaos. Nie mógł wybierać między dziewczyną, którą chyba kochał a pragnieniem, które dręczy go przez całe życie.
- Zdejmij czar ciotki, a dam ci wszystko, ale nie ją! – krzyknął Bourbonn.
- Wiedziałem żeś głupi! –wykrzyczał Kai.
Nagle zrobiło się ciemno, snop światła pojawił się znów, szkło zaczęło wirować na podłodze. Po chwili wszystko wróciło na swoje miejsce. Ludzie tańczyli i śmiali się jakby nic nie zaszło.
- Katherine! – krzyknął Bourbonn, jeszcze przed chwilą stała za jego plecami, gdzie ona jest?!
- Katherine?! Kath!? – krzyczał, a ludzie gapili się na niego jak na szaleńca.
W tej chwili na salę wszedł wuj Stefan i ten stary ramol z historii.
- Nie wydzieraj się – rzekł stanowczo wuj Stefan – oni nie pamiętają co tu się stało, nie rób scen młody człowieku.
- Ale wuju, Katherine! – krzyczał Bourbonn.
- Wiem tępaku, jak zwykle dałeś dupy, jak twój ojciec, kiedy skręcił kark bratu twojej matki, ehh.
- Dupy to dajesz….- przerwał bo wzrok wuja zaczął przypominać ten od Rippahhh.
W takiej chwili on wspomina wujka Jerra? Pomyślał Bourbonn. Przecież wujek ma się dobrze, na co dzień biega po lesie z Bearem Gryllsem i tatuuja sobie tyłki grotą ze strzały. No chyba, że jest coś o czym nie wie.
- Alaric, czy ty się dobrze czujesz? – wuj Stefan zapytał patrząc na starca.
- Tak ,tak, tylko te żyrandole…mam złe wspomnienia. Możemy już stąd pójść?
- Oczywiście przyjacielu, już wychodzimy – pośpieszył z odpowiedzią zapatrzony w żyrandole, wspominał Caroline, jak pięknie wtedy wyglądała, jak dała mu kosza a potem i tak spędzili razem noc. Wszyscy mówili, że są takim pięknym Steroidem. Wczoraj gdy oglądał Eurovisię, też ją wspominał. Wspominał, jak Caroline chciała tam wystąpić, i że już tam byli, ale pomimo, że zahipnotyzowali wszystkich i tak nie wygrała. Wygrał jakiś Mans Zelmerlow. Ale te czasy już nie wrócą, teraz ma Klausa, czekał na niego tyle lat. Caroline też przecież kochał, oczywiście, że tak, od 1x01, ale Klaus…to coś więcej niż miłość.
- Wuju Stefanie? Wychodzimy?
- Tak, tak, już idę – powiedział wuj Stefan wyrwany z zamyślenia.
Kiedy już wychodzili przybiegł wujek Jerr z kuszą! Wuj Stefan pytał co go zatrzymało tak długo w korytarzu, ale wujek Jerr odpowiedział wymijająco, że jacyś chłopcy potrzebowali pomocy w ubikacji.
W ten czas Bourbonn nie zdawał sobie sprawy, że Kai zabierając Katherinę zdjął czar ciotki Bon Bon.
***
Katherina ocknęła się zakneblowana, leżała na podłodze. Chciała usiąść, ale okazało się, że ma związane ręce i nogi. Czuła, że musi się napić…wódki…nie…może piwa? Też nie. Ale czuła pragnienie, które nie dawało za wygraną. Kac? Możliwe, ale taki gigant? Myśli miała zmącone. Wiedziała, kim jest, ale nie wiedziała gdzie jest. W pomieszczeniu panował półmrok, było jej duszno, przez szparę w piwnicznym okienku wpadał strumień światła, widziała pyłki kurzu wirujące w powietrzu. Kac nasilał się. Uwolniła jakoś jedną rękę, była słaba i zmęczona. Ledwo udało jej się uwolnić drugą rękę. Odkleiła taśmę z ust. Rozwiązała nogi i wstała podtrzymując się ściany. Dopiero gdy stanęła na własnych nogach rozejrzała się po pomieszczeniu. Puste ściany a zamiast jednej kraty. Była w celi! Podeszła do krat i zawołała:
- Halo!! Jest tu kto? Proszę mnie wypuścić!
Cisza. Nikt nie odpowiedział. Zawołała więc jeszcze raz, tym razem po swojemu:
- Kurwa, wypuść mnie ty świrze!!!
Wtedy drzwi się otworzyły a w nich stanął Kai.
- Witaj piękna, tęskniłaś?
- Jesteś psycholem! Wypuść mnie natychmiast! Mój dziadek jest szeryfem! Odstrzeli ci jaja! – wykrzyczała na całe gardło.
- O ile trafi – zaśmiał się Kai – a poza tym jak będziesz taka niegrzeczna to wytnę mu śledzionę – zaśmiał się psychopatycznie.
Kath nie wierzyła, że to się dzieje naprawdę. Nie wierzyła własnym uszom. Jak to możliwe, że dała się podejść, przecież dziadek zawsze uczył ją jak poznać psychola i żeby nie ufała nowopoznanym ludziom. Jak mogła go tak zawieść. Ale, zaraz, jak do tego w ogóle doszło? Przypomniała sobie. Popatrzyła wystraszona na Kaia:
- Kim ty jesteś?
- Jestem Sucharem – zaśmiał się – jestem wiedźmo-wampirem. Jestem niepokonany i nieśmiertelny.
- Masz nie równo po kopułą! – powiedziała do niego.
- Mówisz tak, jakby dziadek nigdy nie wyjawił ci wszystkich tajemnic tego miasta- powiedział Kai i nadal miał ten swój uśmieszek na twarzy. Normalnie psychol!
- Może i wyjawił, ale to jeszcze nie dowód na to, że jesteś tym za kogo się podajesz!- krzyknęła do niego znów.
- Uwierz mi, jestem – nadal się uśmiechał – nie czujesz pragnienia?- zapytał.
Katherina zastanowiła się chwilę, gardło piekło żywym ogniem, ale nie zamierzała dać mu tej satysfakcji i prosić go o cokolwiek.
- Nie masz ochoty na trochę wody? - zapytał obserwując ją.
Katherina myśląc o wodzie nie poczuła nic.
- Może alkoholu? – zapytał znów.
Żołądek wywrócił się Katherinie na lewą stronę. Tylko nie alkohol.
- Krwi? – zapytał po raz trzeci i rzucił jej bloodbags.
Kath poczuła, że nie panuje nad swoimi myślami, przełyk płonął, każda część jej ciała wołała do niej – WYPIJ TO!!!





Dodaj odpowiedź:


Aktualnie Online
Aktualnie serwis przegląda 0 zalogowanych użytkowników, wśród nich są:
Brak zalogowanych.


Statystyki
Liczba użytkowników: 7493 ♥ Liczba tematów: 913 ● Liczba odpowiedzi: 22946 ● Nowy użytkownik: GabrielaCzemiel

Mój profil
Nazwa użytkownika:


Hasło:




Zarejestruj się | Zapomniałeś hasła?

Znajdź nas na Facebooku

Demotywatory
Demotywatory

Polecamy
angielski dla dziecinauka dla dzieci
samochody elektryczne
smieszne koty

Reklama



Powrót do góryKontaktCopyright © 2014-2020 VampireDiaries.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone
Ta strona używa ciasteczek (cookies) i innych technologii. Korzystając z niej wyrażasz zgodę na ich używanie i zarządzanie, zgodnie z ustawieniami przeglądarki.